- Eksport, który ma stosunkowo duży wpływ na produkcję, ostatnio przestał się zmniejszać - oświadczył Bank Japonii w comiesięcznym raporcie. Bank przez dwa ostatnie miesiące nie zmieniał swoich prognoz gospodarczych, podczas gdy w ub.r. aż 10 razy jej obniżał. Prezes banku Masaru Hayami i ośmiu jego kolegów z zarządu przyznali jednak, że do pełnego ożywienia jest jeszcze dość daleko, gdyż wydatki zarówno biznesu, jak i konsumentów wciąż są słabe, bezrobocie rośnie, a pensje spadają.

Poprawiona prognoza banku i podobne w konkluzji najnowsze szacunki rządu nie zdołały przywrócić jednak zaufania inwestorów, którzy obawiają się, że władze mogą wykorzystać ożywienie wywołane eksportem do zaniechania obiecanych reform, takich jak zmuszenie banków do uregulowania kwestii złych kredytów. Główny indeks japońskiej giełdy Nikkei 225 spadł w piątek o 1,6% i już drugi tydzień z rzędu zakończył na minusie.

Japoński eksport wzrósł w lutym o 1,6%, do czego przyczyniło się przede wszystkim wychodzenie z recesji Stanów Zjednoczonych i szybszy wzrost gospodarczy sąsiadów - Chin, Południowej Korei i Tajwanu. W marcu wzrost eksportu może okazać się jeszcze większy, gdyż od dwóch tygodni niemal bez przerwy dolar umacnia się wobec jena, a w minionym tygodniu amerykańska waluta odnotowała największy wzrost kursu do jena od prawie roku.

Rzecz jednak w tym, że eksport stanowi jedynie 10% produktu krajowego brutto Japonii, wynoszącego 4 bln USD, a reszta gospodarki wciąż bardzo kuleje, również w ocenie banku centralnego. Nadal spadają bowiem wydatki inwestycyjne przedsiębiorstw, zatrudnienie i ceny.

Przemysłowcy prognozowali na luty największy wzrost produkcji od 45 lat, ale tylko dlatego, że zapasy japońskich przedsiębiorstw spadły w styczniu do poziomu najniższego od 11 lat.