Za dolara, który jeszcze w grudniu był drugą walutą argentyńską i był wymieniany na peso po sztywnym kursie 1:1, dawano w poniedziałek na koniec dnia 3,6 peso, a kilka godzin wcześniej nawet 4 peso. Od piątku wartość waluty argentyńskiej spadła o 20 proc., a od stycznia, kiedy zdewaluowano ją po raz pierwszy, aż o dwie trzecie. Spadek peso zrodził obawy, że rząd Duhalde, piątego prezydenta Argentyny od grudnia zeszłego roku, może upaść wskutek nowej fali chaosu w drugiej po Brazylii największej gospodarce południowoamerykańskiej. Od czterech lat Argentynę nęka recesja. Sztywne zrównanie peso z dolarem, wprowadzone na początku lat 90., pozwoliło zwalczyć hiperinflację, ale stopniowo pogrążało w kryzysie gospodarkę argentyńską, bo jej wyroby stały się za drogie na rynkach zagranicznych. Zarazem chroniczne deficyty budżetowe - następstwo niefrasobliwej polityki kolejnych rządów - przyspieszyły narastanie ogromnego długu publicznego. Przekroczył on 141 mld USD i w styczniu Argentyna wstrzymała jego spłatę. Pozbawiło to ją dostępu do nowych kredytów. Bezrobocie przekroczyło 22 proc., a spośród 36 mln mieszkańców Argentyny przeszło 15 mln znalazło się poniżej progu ubóstwa. Telewizja argentyńska pokazywała w tych dniach, jak tłum nędzarzy z dzielnicy slumsów w pobliżu Rosario na północ od Buenos Aires otoczył ciężarówkę wiozącą bydło, która wywróciła się na drodze, po czym zatłukł zwierzęta kijami, porąbał na części i uciekł z miejsca wypadku ze zdobycznym mięsem. W zeszłym miesiącu argentyński Bank Centralny wydał jedną dziesiątą swoich rezerw dolarowych w daremnej próbie zahamowania spadku kursu peso. Rząd prezydenta Duhalde przeforsował w parlamencie oszczędnościowy budżet i liczył na uzyskanie pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego i USA. Duhalde argumentował, że bez zastrzyku finansowego konieczne mogą być drastyczne cięcia budżetowe, które spotęgują napięcie społeczne. Jednak w zeszłym tygodniu przedstawiciele MFW i Waszyngtonu oświadczyli, że zanim Argentyna dostanie nową pomoc, powinna jeszcze bardziej zmniejszyć wydatki i przeprowadzić dalsze reformy. Oświadczenia administracji Busha i MFW pojawiły się na czołówkach prasy argentyńskiej i wywołały nową falę ucieczki od peso i wykupywania towarów w sklepach. Od kilku dni Argentyńczycy stoją przed bankami od świtu, a wieczorem gwałtownie protestują, gdy urzędnicy zamykają okienka. Wzdłuż kolejek chodzą cinkciarze i ogłaszają swój najnowszy kurs czarnorynkowy. Stacje telewizyjne transmitują sceny przed bankami i co pewien czas podają wielkimi cyframi zmieniające się kursy wymiany. W górę idą ceny mleka, gazu, chleba i innych artykułów pierwszej potrzeby. Argentyński analityk polityczny Sergio Berensztein ostrzegł, że umacnianie się dolara połączone ze stałym wzrostem cen może spotęgować trudności gospodarcze kraju. "Jeśli tak będzie dalej, Argentyna może znaleźć się na drodze do trzeciej hiperinflacji w swej historii" - powiedział. Podczas poprzedniej hiperinflacji, w końcu lat 80., ceny rosły przez pewien czas o 5.000 proc. rocznie.(PAP)