Co prawda, to prawda. Sztuka negocjowania pakietów socjalnych jest wyróżnikiem polskiej prywatyzacji. Pamiętam skromne początki, kiedy klauzule socjalne dopuszczano jako osłonę zmian własnościowych, podobnie jak uprzywilejowane akcje dla załogi. Z czasem wytworzył się obyczaj dwutorowych negocjacji - odrębnie Ministerstwo Skarbu Państwa i odrębnie związki zawodowe. Inwestorzy zaczęli uwzględniać kosztowne pakiety w swej kalkulacji opłacalności inwestowania w Polsce.

"The Economist" zwraca uwagę na profesjonalne podejście związków do sprawy. Dzielą się wiedzą i doświadczeniem w układzie branżowym oraz ponadbranżowym. Pomagają im eksperci, a nawet psychologowie. Doszło do takich rekordów, jak 10-letni okres zakazu redukcji zatrudnienia w kontrakcie z belgijską firmą Tractebel w energetyce. W energetyce wyśrubowano żądania ponad to, co zgłaszały związki w branży spirytusowej. Sława idzie w świat. Dwuznaczna, jak powiedziałem, gdyż ma oczywisty wpływ na atrakcyjność inwestowania w Polsce. Pół biedy, jeśli zachęca do budowania fabryk, zamiast udziału w prywatyzacji, gdyż nowa inwestycja umożliwia skompletowanie nowej załogi. Gorzej, gdy świadomość spotkania z naszymi związkowcami, wraz z wysokim kosztem pracy oraz innymi antybodźcami, nakazuje omijać Polskę.

Zawyżone roszczenia są obosieczną bronią. Dotyczy to zarówno kodeksu pracy, jak i prywatyzacji. Bowiem uzysk konkretnej załogi z tytułu wywalczonych pakietów socjalnych należy zestawić ze stratą miejsc pracy, z uwagi na niechęć do ponoszenia ryzyka inwestycyjnego w Polsce. Wyśrubowane pakiety socjalne stanowią blokadę restrukturyzacji firmy, a co jest warta prywatyzacja bez restrukturyzacji? Zdarzało się, że sztywne zobowiązania, narzucone właścicielowi, prowadziły do upadku sprywatyzowanej firmy. To trochę tak, jak z licytowaniem rekordowej ceny za lokal w centrum miasta, który później stoi pusty, gdyż nie starcza środków na jego zagospodarowanie. A zawyżone obowiązki, ciążące na pracodawcy z tytułu kodeksu pracy? Niby mają chronić pracowników, a de facto wypychają ich sztucznie na tzw. samozatrudnienie lub w szarą strefę. Nieżyciowe przepisy szkodzą, zamiast pomagać!

Włoskie związki zawodowe nie ustępują naszym, jeśli chodzi o obronę kodeksu pracy. Ale w dziedzinie osłon prywatyzacyjnych nie mamy konkurencji. Niestety, jest to zła sława...