RPP brak zmian stóp procentowych uzasadniła obawami przed poluzowaniem polityki pieniężnej i wzrostem inflacji w przyszłości, na co mogą mieć wpływ m.in. szybki wzrost podaży pieniądza oraz oczekiwane przyspieszenie wzrostu gospodarczego. Zdaniem RPP, tegoroczny wzrost gospodarczy może wynieść więcej niż 1% PKB, jak założył rząd. Radę niepokoi też niska dynamika przyrostu depozytów. Poza tym, wg niej nadal nie ujawniły się w pełni efekty wszystkich dotychczasowych obniżek stóp (łącznie spadły one o 900 pkt. bazowych).
Jednak w sprzeczności z tym, co napisano w komunikacie Rady o możliwym wzroście inflacji, stoi wypowiedź szefa NBP Leszka Balcerowicza, który stwierdził, iż w maju inflacja spadnie poniżej 3% (w lutym było 3,5%), a w grudniu wyniesie ok. 4% (przy celu inflacyjnym na ten rok, który wynosi 4-6%). Oznaczałoby to, że nadal istnieje miejsce na redukcję stóp.
- Jesteśmy rozczarowani decyzją RPP - powiedział Marcin Kaszuba, rzecznik Ministerstwa Finansów. - Świadczy ona o tym, że Rada nie uwzględnia realiów gospodarczych.
W podobnym tonie była utrzymana wypowiedź Michała Tobera, rzecznika prasowego rządu, który nazwał decyzję RPP rozczarowującą. O wiele ostrzejszy był komentarz wicepremiera Marka Pola. - Decyzja RPP jest zła - stwierdził.
Mocno rozczarowani byli też posłowie. Zbigniew Kuźmiuk, przewodniczący klubu parlamentarnego PSL, zapowiedział, iż posłowie z jego ugrupowania będą chcieli wprowadzić pod obrady Sejmu projekt nowelizacji ustawy o NBP. Zwiększa ona liczbę członków RPP i nakazuje jej dbanie o wzrost gospodarczy i wspomaganie rządu w walce z bezrobociem. W opinii analityków, przyjęcie tej nowelizacji przez Sejm spowoduje ograniczenie niezależności RPP. Według Z. Kuźmiuka, istnieje szansa, aby projekt wszedł do porządku obrad tuż po świętach.