Reklama

Giełda ludzkich emocji

Przenosiny warszawskiej Giełdy do nowego budynku miały - jak się okazało - charakter wielce symboliczny. GPW opuściła ponury i nie mogący pochwalić się chwalebną przeszłością gmach KC. Zakończył się etap pionierski, entuzjastyczny. Rozpoczał nowy, wydawało się - bardziej dojrzały. W pięknym, nowiuteńkim gmachu, jakiego może zazdrościć nam chyba każdy parkiet. Nowy Świat zmieniono na Książęcą. Adres nobilitujący. Gmach takoż...

Publikacja: 29.03.2002 09:02

Ale jak się okazało - przeprowadzka zbiegła się z początkiem chyba największych kłopotów polskiego rynku kapitałowego. Za co płacimy wszyscy. I przez co możemy być świadkami istotnych zmian personalnych w kluczowych instytucjach rynku.

Szkielet kadrowy kluczowych instytucji rynku kapitałowego pozostaje od wielu lat niezmienny. Giełda Papierów Wartościowych, Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych oraz Komisja Papierów Wartościowych i Giełd kierowane są przez niemal stały zespół ludzi.

Tercet na czele

Z jednej strony dobrze świadczy to o trwałości i odporności układu na wstrząsy polityczne. W pewnym sensie wzmacnia także prestiż tych instytucji. Z drugiej jednak - sprawia wrażenie układu coraz bardziej kostniejącego i zachowawczego. Który rynek stworzył, ale który sprawia wrażenie wypalenia.

Z kim ludziom w Polsce może kojarzyć się giełda? Na pewno z sylwetką supereleganckiego, niezwykle medialnego, odwiecznego prezesa GPW - Wiesława Rozłuckiego. Ci nieco bardziej zainteresowani kojarzą równie elegancką postać - Jacka Sochy, szefa KPWiG. Już tylko najbardziej zainteresowani wiedzą o trzeciej, infrastrukturalnie być może nawet najważniejszej instytucji rynku - KDPW i pasującej wizerunkowo do obu panów, osoby prezes Elżbiety Pustoły. - Tercet egzotyczny - mówią złośliwi o tej trójce VIP-ów polskiego rynku kapitałowego. Tercet to na pewno reprezentacyjny. I - dotychczas - przetrzymujący wiele burz i zamieszania. Wydaje się, że tym razem jednak menedżerom rynku przyjdzie zmagać się z największym wyzwaniem. Rynek kapitałowy zabrnął bowiem w ślepą uliczkę. Głównie za przyczyną dramatycznej zapaści gospodarczej. Ale także przez brak siły w forsowaniu interesów rynku i giełdy wśród rządzących.

Reklama
Reklama

Kadrowy survival

Minister skarbu, praktycznie niepodzielny właściciel warszawskiej giełdy, wyrażał się ostatnio bardzo krytycznie o sytuacji. Ale na rynku, który przecież lubuje się zawodowo we wszelkiego rodzaju spekulacjach, od dawna typowano ewentualnych następców szefów, zarządów i rad nadzorczych kluczowych instytucji. Na giełdzie kadr huczało zwłaszcza wtedy, gdy rynek emocjonował się rozmaitymi spięciami, także o podłożu politycznym.

Szef Komisji miał przecież ponoć narazić się politycznie za karanie w przeszłości świętych krów (a jak się potem okazało - raczej wyleniałych kotów...) - Universalu i Elektrimu. Zarząd Giełdy ryzykował podobno np.... znosząc w czasie krachu 1994 r. widełki cenowe (bo - według przekazów ludowych - miało się to nie podobać politykom). W maju zeszłego roku wrzało od plotek o tym, kto zastąpi Wiesława Rozłuckiego. Skończyło się na roszadach w zarządzie. Losy władz KDPW zawisły w ub.r. na włosku za sprawą konfliktu z NBP...

Socjotechnicznie bramkę samobójczą strzeliła sobie w zeszłym roku KPWiG, bowiem raczej kiepsko odebrano wystawną fetę z okazji 10-lecia rynku i Komisji. Na warszawskim Zamku Królewskim dobrze się było pokazać, ale do dziś można spotkać się z komentarzami, iż impreza owa - w stylu iście

PRL-owskim (zresztą z bardzo zauważonym udziałem szykującej się już do przejęcia władzy lewicowej śmietanki politycznej) kompletnie nie pasowała do tego, co faktycznie działo się z polskim rynkiem kapitałowym. Impreza, która miała podkreślać znaczenie Komisji w strukturze rynku, zadziałała raczej odwrotnie. Być może podobało się politykom. Ale na wielu uczestnikach fety zrobiło raczej zupełnie odwrotne wrażenie. - Bal na Titanicu - komentowano szeptem. Tak, by przypadkiem nie usłyszała Komisja.Na rynku znowu gorąco

Teraz powodem nowego wrzenia, chyba poważniejszego od poprzednich, jest nie tylko kryzys rynku. Impulsem zmian może być zamieszanie wokół planów ewentualnej współpracy z sojuszem giełd - Euronext i kwestii prywatyzacji parkietu. Brak wyjaśnienia losów poprzednio tworzonej i z wielkim hałasem ogłaszanej strategii GPW na pewno nie polepsza atmosfery. Najgorsze jest jednak to, że ci, którzy są najważniejsi - INWESTORZY - delikatnie mówiąc, nie lubią ani Komisji, ani Giełdy, ani KDPW. Zauważana przez nich dworskość i samozadowolenie kluczowych instytucji doprowadzają graczy do furii. Internetowe listy dyskusyjne puchną od skarg i pretensji. Ludzie oczekują od decydentów agresywnego dbania o ich interesy. Być może są niesprawiedliwi. Być może. Niemniej wzorowa elegancja i światowy szyk giełdy i okolic zamiast cieszyć - irytuje inwestorów. Na wystąpienia publiczne kluczowych postaci rynku patrzą bardziej jako na akt autopromocji niż faktycznego działania. I chcą głów.

Reklama
Reklama

Emocje zamiast dyskusji

Być może u podłoża rozdrażnienia tkwi wcześniejsze skuteczne tłumienie dyskusji. Wynikające po części z fobii, a nie tylko z faktycznego zagrożenia sankcjami. Lęk przed karzącą ręką KPWiG, obawa przed ostrą reprymendą ze strony GPW i chęć zachowywania dobrych kontaktów z KDPW sprawiają, że zamiast merytorycznej dyskusji udręczonym głębokim kryzysem rynkiem rządzą emocje. Z jednej strony - oblężona twierdza na Książęcej (gdzie sąsiadami są GPW i Depozyt), z drugiej zaś - domy maklerskie i inwestorzy. Gdzieś w samym środku tej wrzawy - Komisja. Rynek jest przewrażliwiony. Sytuacja zaś - bardzo zła. Ludzie reagują histerycznie. Interpretują każdą niemal uwagę na temat rynku jako atak personalny. A rozżaleni inwestorzy nie zostawiają suchej nitki na opisywanych trzech instytucjach.

Powtarzane czasem ze złośliwym uśmieszkiem cokolwiek populistyczne hasełko "Rozłucki (Socha, Pustoła - w zależności od aktualnego nastroju...) musi odejść" świadczy o naiwności głoszących takie tezy. Bo może nawet musi odejść. I może rynek potrzebuje przewietrzenia. Ale GŁUPOTĄ byłaby utrata tych, którzy działają na nim od lat. Ich doświadczenie i kontakty - także międzynarodowe (co przecież ma kapitalne znaczenie!) - są rynkowi niezbędne. W interesie rynku jest zagwarantowanie, by ludzie ci nie zostali zepchnięci do roli obserwatorów. Tak, jak stało się to w przypadku ludzi naprawdę zaangażowanych w jego sprawy (Marek Żytniewski, Tomasz Adamski, Raimondo Eggink czy Krzysztof Wantoła - by wymienić tylko kilka nazwisk).

W pewnym sensie mści się spersonalizowanie rynku w Polsce. Dla wielu bowiem obraz jest jasny: Giełda to Rozłucki, Komisja to Socha, a Depozyt to Pustoła. Sami zainteresowani, przez lata kreując swój wizerunek, ściągnęli na siebie gromy. Bo skoro infrastruktura rynku to oni, to także na nich spada odpowiedzialność za jego kłopoty. Fatalnie będzie jednak, jeśli dyskusja o tym, co zrobić, skończy się na tym, kogo i na kogo wymienić.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama