Chciałbym dokończyć. Jednym z założeń efektywności rynków kapitałowych jest to, że na wycenę aktywów powinny wpływać informacje, a nie działalność poszczególnych podmiotów. Należy pamiętać, że jeśli rynek kapitałowy przestaje być efektywnym miejscem wyceny aktywów, zaburza to działalność podmiotów korzystających z tego rynku i jest to bardzo niebezpieczne dla całej gospodarki. Powoduje, iż inwestycje mogą być nieprawidłowo dokonywane. Poza tym, nawet wtedy, gdy inwestycje OFE realizowane będą w najlepszej wierze, może się okazać, iż wycena aktywów będzie zależała od percepcji zarządzającego funduszem. Dlatego też uważam wysoką koncentrację i dążenie do oligopolizacji rynku za zagrożenie dla całego rynku kapitałowego.
Poza tym, decyzje OFE powinny być podejmowane niezależnie. W PARKIECIE pisaliście państwo o tym, iż w Izbie Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych pojawiła się propozycja, aby się wymieniać materiałami analitycznymi. To jakieś kompletne nieporozumienie. Decyzje OFE powinny być dokonywane niezależnie, na podstawie własnych analiz. Część tych podmiotów bowiem może wychodzić z danej inwestycji, część wchodzić, bo każdy z nich powinien mieć własny ogląd całej sytuacji.
Panie prezesie, ale już widać, iż o wycenie spółek nie decydują ich rezultaty, tylko decyzja inwestycyjna zarządzających największymi funduszami emerytalnymi.
Jakie Pan widzi środki zaradcze, aby tego uniknąć?
Tylko i wyłącznie konkurencja między podmiotami może zminimalizować ryzyko powstania takich zagrożeń. Nie da się tego osiągnąć, jeśli akceptowane będzie dążenie do dalszej konsolidacji i zwiększenia oligopolizacji tego rynku. Można to osiągnąć jedynie poprzez zdecydowane zmniejszenie koncentracji na tym rynku
Ale skoro mówimy o konkurencji, to trzeba dać funduszom szansę na to, aby mogły one między sobą rywalizować. Tymczasem już sama konstrukcja średniej ważonej stopy zwrotu wymusza podążanie za największymi, bo one mają największy wpływ na jej wysokość.
Podkreślaliśmy to już wielokrotnie - nie może być tak, że podmiot oceniany ma być przez samego siebie. Fundusz oceniany powinien być wyłączony ze średniej ważonej stopy zwrotu konkurentów.
Ale nawet przy wyłączeniu danego funduszu z wyliczanej dla niego średniej ważonej stopy zwrotu, istnieje ryzyko, że mniejsze OFE będą podążały za największym - skoro on decyduje o wycenie aktywów, inwestycja w inne instrumenty mogłaby powodować, iż jej wyniki będą gorsze niż byłyby, gdyby inwestować w to, co kupują najwięksi. Może ta średnia ważona stopa zwrotu jest pomyłką i należy się zastanowić nad innym benchmarkiem lub w ogóle go zlikwidować?
Należy pamiętać, iż w obecnym systemie całe ryzyko jest przerzucone na członków OFE. Niezastosowanie żadnego benchmarku jest w pełni zasadne w przypadku rozwiązań nieobowiązkowych. Jednak obowiązkowym ubezpieczeniom groziłoby, że spora część populacji, która nietrafnie wybrała fundusz, miałaby bardzo niskie emerytury. Obecny benchmark jest pewnym konkurencyjnym zabezpieczeniem, dającym gwarancję, iż odchylenie od średnich wyników nie przekroczy bardzo liberalnych ram wyznaczonych przez ustawę. A warto pamiętać, iż rentowność ma zasadniczy wpływ na wysokość emerytur - jeden punkt procentowy rentowności mniej oznacza mniejsze o 20% świadczenie.
Gdyby wprowadzono benchmark np. związany z instrumentami dłużnymi, byłby on znacznie gorszy i kompletnie niekonkurencyjny. Zarządzającym wystarczyłoby bowiem inwestować w benchmark, gdyż jak rozumiem, nikt nie proponuje, by on wyznaczał minimalną stopę zwrotu. Nad czymś takim można by się oczywiście zastanowić, ale wątpię, czy PTE chciałby takiego rozwiązania.
Ale nie rozumiem dlaczego, skoro Urząd uznaje benchmak w obecnym kształcie, bez wyłączenia danego funduszu ze średniej ważonej stopy zwrotu, za wadliwy, nadal jest on w ustawie?
Przedstawialiśmy propozycje, które były opiniowane przez Komitet Doradczy...
W Komitecie Doradczym byli też posłowie, mający inicjatywę ustawodawczą. Dlaczego w ten sposób nie dało się tego zmienić?
Nie. Nie taka jest rola Komitetu. On przedstawiał swoje propozycje rządowi i to rząd jest właściwy, by wnosić takie projekty do Sejmu.
Panie prezesie, wróćmy do bańki spekulacyjnej. Obecnie wybór instrumentów, w które mogą inwestować OFE, jest niewielki. Praktycznie mają one do wyboru albo obligacje skarbowe, albo akcje, albo depozyty bankowe. A jest jeden segment rynku kapitałowego, który dość dynamicznie się rozwija, a który w inwestycjach OFE jest pomijany, m.in. wskutek stanowiska UNFE. Dlaczego fundusze emerytalne w większości przypadków nie mogą inwestować w papiery komercyjne?
To, co może być bardzo niepokojące, to to, że z treści pytania, w którym powraca określenie "bańka spekulacyjna", przebija przekonanie co do braku nawet słabej efektywności rynku kapitałowego w Polsce. Urząd zawsze był jak najbardziej za tym, aby inwestowano w wysoko dochodowe instrumenty dłużne. Byliśmy jedynie zwolennikami tego, aby były to inwestycje w instrumenty posiadające rating.
Ale obecnie ich nie mają.
Każdy instrument może mieć rating. My jedynie chcieliśmy, aby te papiery były oceniane przez niezależne instytucje, które prześwietlają przedsiębiorstwa, menedżment, działalność firmy i wyceniają ryzyko inwestycji
To z jednej strony uczy menedżment, co należy robić, aby firma była lepiej oceniana, dzięki czemu będzie mogła zaciągać dług po niższej cenie, a z drugiej - daje sygnał inwestorom, jaka powinna być rentowność przy tego typu inwestycjach.
Ale banki, które są też instytucjami zaufania publicznego, inwestują w papiery komercyjne i właśnie ten rynek dzięki bankom się rozwija. Rozwijałby się szybciej, gdyby mogły na nim inwestować fundusze emerytalne.
Należy pamiętać o jednej rzeczy. W przypadku banków, jeśli inwestycja jest nietrafiona, koszt chybionego zaangażowania ponosi właściciel. W przypadku OFE nie ma żadnej gwarancji - całe ryzyko spoczywa na członkach. Z tego też powodu jesteśmy przeciwko inwestycjom w instrumenty pochodne, które są nieprzejrzyste, trudne do wyceny, a działanie pojedynczych dilerów doprowadziło instytucje finansowe do miliardowych strat. W przypadku operacji PTE ewentualne straty przerzucone były na barki przyszłych emerytów.
Skoro są problemy z inwestycjami OFE w kraju, dlaczego by ich nie wypuścić za granicę?
Wydaje się, że jest to nieracjonalne z punktu widzenia członków, rynku kapitałowego i gospodarki. Obecność OFE daje szanse na rozwój rynku kapitałowego. Poza tym, warto pamiętać, iż polska gospodarka, która z jednej strony goni Unię Europejską jeśli idzie o efektywność pracy, a z drugiej chce zaabsorbować duże i wzrastające bezrobocie, wymaga dużych inwestycji. Za kapitał musimy płacić większą premię w porównaniu z rynkami rozwiniętymi. Ta premia za ostatnie 9 lat na instrumentach bezpiecznych liczonych w markach niemieckich wynosiła 2,5 pkt. procentowego. Oznacza to, że rentowność inwestycji krajowych musi być wyższa w porównaniu z krajami rozwiniętymi. A - że znowu przypomnę - wyższa o 1 pkt proc. rentowność funduszu oznacza o 20% wyższe świadczenie emerytalne.
Należy też pamiętać, że dla członków OFE nie bez znaczenia jest to, jakie składki będą płacili. Jeśli gospodarka będzie się rozwijała i płace będą wyższe, wielkość ich składek będzie rosła.
Wracając do rzeczy, które wydają się niepokojące. Sam Pan powiedział, że UNFE przesyła dziesiątki zawiadomień do KPWiG z informacjami o Waszych podejrzeniach, że niektóre inwestycje OFE zostały dokonane nierzetelnie. I co? I nic się nie dzieje. Może więc jesteście po prostu przewrażliwieni?
Przekazujemy informacje do KPWiG i ona odpowiada za funkcjonowanie rynku giełdowego.
I jakie są efekty? Poza tym, iż klienci OFE nadal żyją w przekonaniu, że fundusze nierzetelnie inwestują ich pieniądze?
Musi pan w tej kwestii spytać KPWiG.
Panie prezesie, nie do końca rozumiem stanowisko Urzędu wobec konsolidacji. Jest sporo funduszy, które nie mają dostatecznej liczby klientów i nie zanosi się na to, aby uzyskały zysk. Może więc jakaś ograniczona konsolidacja pozwoliłaby na większą konkurencję na rynku?
Po pierwsze rynek PTE jest bardzo zyskowny dla akcjonariuszy towarzystw, a Urząd nigdy nie był przeciwko organicznemu zwiększeniu udziału w rynku przez konkurujące na nim podmioty.
Co się tyczy struktury rynku, to teraz są cztery megafundusze. Czy pan myśli, że konkurencja się zwiększy, jeśli będzie ich pięć czy sześć, skoro teraz cztery megafundusze nie konkurują ze sobą?
A jeśli ich będzie osiem?
Proszę pamiętać, iż zachowanie konkurencyjności rynku wymaga, aby było co najmniej 10 podmiotów z równym udziałem w rynku.
Ale obecnie tak nie jest.
Nie jest. W sytuacji, gdy jest duża koncentracja rynku i bardzo wysokie bariery wejścia, nie należy zmniejszać liczby konkurujących ze sobą podmiotów.
Dziękuję za rozmowę.