Reklama

Euro będzie dzielić Janusz Jankowiak

Kiedy Polska znajdzie się w strefie euro? Takie pytanie przestaje już być abstrakcyjne dla inwestorów. Ma coraz większe znaczenie dla zajmowania pozycji walutowych i na rynku instrumentów o stałym dochodzie (fixed income). Chyba nawet większe niż przewidywanie wyników kolejnego miesięcznego spotkania RPP. I waga tego problemu będzie zdecydowanie rosła.

Publikacja: 03.04.2002 09:56

Tymczasem wstępne stanowiska w sprawie ścieżki dojścia do euro, zarysowane przez przedstawicieli rządu i NBP, są zdecydowanie rozbieżne. Bank centralny podtrzymuje pogląd, że wejście do EMU powinno nastąpić jak najszybciej, czyli w 2006 roku. Rząd coraz wyraźniej zaczyna się skłaniać do wyboru terminu o 2-3 lata późniejszego.

Do tej dyskusji włączają się też instytucje zagraniczne. Przedstawiciele Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego, choć wciąż jeszcze nieoficjalnie, zdają się stawiać na termin późniejszy.

Jest oczywiste, że dla rynku nie może być obojętne, czy eliminacja ryzyka kursowego, konwergencja stóp procentowych, przeniesienie ciężaru prowadzenia polityki monetarnej z Warszawy do Frankfurtu, nastąpi w 2006 roku czy 2-3 lata później. Te 2-3 lata różnicy oznaczają wielką górę pieniędzy, które można zarobić lub stracić. Oznaczają też lepsze lub gorsze prognozy dla równowagi makroekonomicznej. Dlatego, bez wątpienia, potrzebne jest jak najszybciej wytyczenie polskiej ścieżki do euro. Zanim zaczniemy domagać się zajęcia wobec naszej propozycji oficjalnego stanowiska przez EBC i UE musimy ją sami wypracować. A tu dają już teraz o sobie znać spore trudności.

Nie ulega wątpliwości, że forsowanie opóźnionego wejścia do strefy euro jest zgodne ze średniookresową rządową strategią gospodarczą. Po pierwsze - realizacja tej strategii oznacza niemożność spełnienia kryteriów nominalnej konwergencji uprawniających do przyjęcia wspólnego europejskiego pieniądza. Po drugie - rząd podkreśla konieczność aktywnego wykorzystywania polityki kursowej dla akomodacji przez sferę realną utraty konkurencyjności w wyniku aprecjacji złotego. Oznacza to, że rząd sugeruje późniejsze przyjęcie euro, bo spodziewa się w najbliższych latach wysokiego deficytu rządowego sektora finansów publicznych, a ponadto chce wykorzystać możliwość przeprowadzenia tak zwanej konkurencyjnej dewaluacji. To z kolei grozi przekroczeniem dopuszczalnego poziomu inflacji.

NBP z kolei chciałby wykorzystać szansę spełnienia nominalnych kryteriów konwergencji dla jak najszybszego przeprowadzenia konwergencji realnej. Stąd nacisk położony na cztery kwestie: redukcję deficytu, zatrzymanie przyrostu długu publicznego, niedopuszczenie do wzrostu inflacji i jak najszybsze uwiązanie kursu w ramach ERM 2.

Reklama
Reklama

Tylko w jednej z tych kwestii bank centralny może liczyć na poparcie rządu: chodzi o stabilizację długu publicznego w relacji do PKB. Z tym, że rząd chciałby tę relację ustabilizować nie tyle drogą spadku zadłużenia, ile raczej jak najszybszego wzrostu gospodarczego. Nie jest to rozwiązanie, które NBP byłby skłonny zaakceptować bezwarunkowo.

Wygląda na to, że na polskiej ścieżce do euro zaczynają wyrastać gęste chaszcze. Niemałą ich część sami wyhodujemy, uprawiając uporczywie nieskoordynowane policy mix. Ten brak koordynacji nie jest jednak li tylko incydentem przy pracy. Jest raczej skutkiem zderzenia dwóch diametralnie odmiennych wizji gospodarki.

Moim zdaniem, uzależnianie terminu przyjęcia euro od pomyślnego zakończenia procesu restrukturyzacji polskiej gospodarki oznacza odsunięcie daty euroizacji w okolice 2010 roku. Nie gwarantuje to przy tym wcale, że krajowa polityka monetarna okaże się skutecznym narzędziem podniesienia konkurencyjności. Taki poślizg z euro zwiastuje natomiast kłopoty, o ile wcześniej do strefy euro wejdą inne kraje pokomunistyczne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama