Już rano byliśmy na 4,09 na rynku USD/zł. To bardzo ważny poziom z technicznego punktu widzenia. Euro kosztowało 3,594 zł, co daje 11,1% powyżej starego parytetu. W pierwszym okresie transakcji obserwowaliśmy przewagę popytu i jednocześnie wzrost aktywności tych inwestorów, którzy nie chcieli przebicia wspomnianego poziomu 4,09. Przewaga ofert kupna mogła być częściowo związana z aukcją papierów skarbowych. O 10.00 dotarliśmy do 4,086 zł i 3,591 zł. To środowe maksimum, odchylenie od parytetu dochodziło do 11,2%. Ponieważ nie udało się zejść niżej, a więc wyraźnie przebić 4,09, złotego zaczęto sprzedawać. W efekcie kończyliśmy na 4,10 i 3,609, czyli na 10,8%.
W najbliższych dniach poziom 4,09 zł za dolara może zostać ponownie zaatakowany. Wystarczy, że euro zyska do dolara. Jeśli go przebijemy, cena USD może spaść o dalsze kilka groszy, nawet do 4,04-4,05 zł.
Ceny papierów skarbowych nie wzrastają, indeksy giełdowe spadają, a złoty się umacnia. Tym razem nie obserwujemy silnej korelacji między tymi rynkami. Wszystko wskazuje więc na to, że obecny kurs złotego wynika po prostu ze spekulacji na rynku walutowym. Podstaw fundamentalnych raczej nie widać.
Najciekawszym środowym wydarzeniem była aukcja obligacji. Ministerstwo Finansów oferowało papiery 5- i dwuletnie. Po ogłoszeniu wielkości popytu na rynku dało się odczuć zaniepokojenie. O 15.00 okazało się, że nie jest tak źle, przyjęte ceny są wyższe od tych, których się obawiano. W efekcie część strat udało się nawet odrobić.
Minister Jerzy Hausner poinformował w środę, że stopa bezrobocia wzrosła w marcu do 18,2%, z 18,1% w lutym. To nie są jeszcze oficjalne dane GUS, nie należy się jednak spodziewać dużych różnic. W następnych miesiącach sytuacja powinna się poprawić, niestety, jedynie ze względów sezonowych.