Udział inwestycji w PKB powinien wzrosnąć z obecnego poziomu 24% (w tym oszczędności krajowe to 20%, reszta pochodzi z zagranicy) do 30% - jest to słuszne, tyle że tajemnicze założenie strategii rządowej. Gubimy się, gdy próbujemy dociec, jakie mechanizmy mają wycisnąć z budżetów domowych i finansów przedsiębiorstw większe oszczędności. Rząd i koalicja parlamentarna toczą przecież przewlekłe wojny z Radą Polityki Pieniężnej, nie przyjmując argumentu o spadającej dynamice depozytów bankowych. W tym zakresie dominują antybodźce i dlatego pobożnym życzeniem jest wskazanie w strategii rządowej oszczędności osób fizycznych na rachunkach bankowych, jako źródła finansowania zwiększonych inwestycji. Podobnie jest z zagranicznymi inwestycjami bezpośrednimi. Trudno na nie liczyć, jeśli psuje się klimat inwestycyjny i wizerunek kraju. Pisałem o tym wielokrotnie. Konflikty z inwestorami na pewno nie pomogą. Dlatego prognoza PAIZ, szacująca inwestycje bezpośrednie do 2005 roku na poziomie 7-8 mld USD rocznie, czyli poniżej rekordów z okresu 1998-2000, wydaje się wręcz optymistyczna. Jeśli nie te źródła, to co? Pozostaje wiara w silną ekspansję wydatków publicznych oraz inwestycje mobilizowane przez system gwarancji i poręczeń, opartych na zasobach Skarbu Państwa. Tu zaczyna się niepokój ekonomistów, wyczulonych na równowagę fiskalną oraz poziom zadłużenia publicznego. Jest to bowiem ryzykowny sposób ożywiania gospodarki, ale właśnie w tym kierunku steruje rząd.
Jest jeszcze nadzieja na inwestycje finansowane ze środków strukturalnych Unii Europejskiej. Nadzieja odroczona do 2004 roku i warunkowana uzyskaniem członkostwa przez Polskę. Eurosceptycy powątpiewają, ale to od naszej zdolności konsumowania pomocy zależy pozyskanie funduszy rzędu 13,6 do 14,2 mld euro do 2006 roku. Byłoby to - wraz z koniecznym własnym "wsadem" samorządów, budżetu i przedsiębiorstw - istotne źródło doinwestowania infrastruktury. Nie do pogardzenia, skoro pomoc unijna sięgnie 2,5% naszego PKB. Wszystko to nie wyręczy jednak sensownego programu mobilizowania oszczędności i inwestycji prywatnych, a takiego programu brakuje.