Wczorajszą sesję byki będą jeszcze wspominać przez kilka dni. Obronione wsparcie na poziomie luki hossy ze stycznia oraz brak widocznej determinacji podaży zrobiły swoje. Przez dłuższy czas transakcje zawierane były na stałym poziomie około 1325 pkt. - cały czas nad poziomem otwarcia i zamknięcia z poprzedniego dnia. Popyt nie był zbyt aktywny, ale i podaż nie miała ochoty na większe akcje.
Takie zawieszenie notowań trwało do popołudnia. Skoro niedźwiedzie nie atakowały, to zaatakowały byki. Pierwszym sygnałem przejmowania inicjatywy przez graczy nastawionych na wzrost było pokonanie przyspieszonej linii trendu spadkowego na 1330 pkt. Na tym poziomie było ustawionych sporo zleceń "stop". One wywołały wzrost do 1333 pkt. Każde kolejne punkty przychodziły już z większym trudem, gdyż optymizm z rynku terminowego nie mógł znaleźć odzwierciedlenia w cenach na rynku akcji. Tam było spokojnie niemal do samego momentu publikacji danych o rynku pracy w USA. Okazały się one nieco gorsze od wielkości oczekiwanych, na co rynki zareagowały... wzrostami. Kierując się pokrętną logiką, słabsze dane oddaliły widmo podwyżki stóp procentowych, a to daje szanse na wzrosty za oceanem.
Tak więc, tuż przed końcem sesji indeks pokonał swoją linię trendu spadkowego, co na kontraktach dało wzrost do oporu na 1345 pkt. Tam też zakończyły się notowania, w które przyniosły kilka pozytywnych sygnałów. Poziom otwarcia był prawie równy minimum sesji, a zamknięcie to niemal maksimum. Przebita została średnia krocząca, która zmieniła kierunek ruchu na wzrostowy. Padły także sygnały kupna na wskaźnikach. Wydaje się, że teraz na wykresie 60-minutowym górą są byki i do zmiany tego stanu rzeczy niezbędny byłby powrót pod przebitą linię trendu. Wtedy można by uznać sygnał kupna za pułapkę.