Reklama

Instytucjonalne zarządzanie pieniędzmi...

...jest w kryzysie. Kolejnym potwierdzeniem tego faktu, jest artykuł zamieszczony w czwartkowej "Rzeczpospolitej", z którego wynika, że marnym pomysłem na powiększenie naszej emerytury było kupno polisy ubezpieczeniowej z funduszem inwestycyjnym.

Publikacja: 10.04.2002 09:54

Otóż okazuje, że po pięciu latach oszczędzania, rezygnując z płacenia składek i wycofując pieniądze, otrzymalibyśmy średnio 15% więcej niż wpłaciliśmy. Z wyliczeń przeprowadzonych przez "Rzeczpospolitą" wynika, że wpłacając pieniądze w tym samym czasie na lokatę bankową, dostalibyśmy 50% więcej niż wpłaciliśmy. Tłumaczenie towarzystw ubezpieczeniowych jest w takiej sytuacji klasyczne - gdyby nie zrywać lokaty, tylko regularnie wpłacać pieniądze do emerytury, to po pewnym czasie otrzymalibyśmy dużo więcej niż wpłaciliśmy. Zatem, tak jak to już przerabialiśmy (i wciąż przerabiamy), liczy się długi termin. Tyle tylko, że jedyną znaną mi metodą zarabiania w długim terminie jest osiąganie zysków w krótkim terminie. Nie muszą to być zyski wysokie (nie muszą bić benchmarków), ale ważne, żeby zawsze bądź prawie zawsze, było do przodu. Dlatego, jeśli po pięciu latach zarządzający naszymi pieniędzmi powiedzą nam, że teraz zysków jeszcze nie ma, ale w długim terminie to będzie w porządku, zmieńmy zarządzających. Natychmiast!

Tylko czy mamy jakiś wybór? Nie bardzo! W większości, a być może nawet we wszystkich instytucjach zajmujących się zarządzaniem pieniędzmi napotykamy ten sam schemat. Celem polityki inwestycyjnej jest powiększanie wartości aktywów. Żeby do celu tego dojść gładko, wyniki zarządzający porównują do różnego rodzaju benchmarków, które (w przypadku inwestowania w akcje lub akcje i inne instrumenty finansowe) składają się najczęściej z jakiegoś indeksu rynku akcji i bonów skarbowych, pomieszanych w odpowiednich proporcjach*. Gdy zarządzający radzą sobie lepiej od benchmarku, bez względu na to, czy oznacza to stratę, czy zysk, to wszystko jest w porządku. Jeśli nie biją benchmarku, to czasem nie dostają premii, a czasem okazuje się, że benchmark jest źle dobrany.

Krótką drogą zmierzam do wypływającego czasem tematu zarządzania pieniędzmi przez osoby prywatne, nie związane z instytucjami, a być może nie posiadające stosownych papierków potwierdzających swoją wiedzę. W uproszczeniu chodzi o to, żeby na podstawie zwykłej umowy, takiej jakich wiele zawieramy w życiu, Kowalski mógł oddać Nowakowi (albo firmie Nowaka) pieniądze w zarządzanie. To w końcu Kowalskiego problem, co robi ze swoimi pieniędzmi.

Takie rozwiązanie nie spełnia żadnych norm bezpieczeństwa - zakrzykną oburzeni strażnicy pieniędzy Kowalskiego. Nowak może przecież podjąć fatalne decyzje inwestycyjne i wszystko bądź przynajmniej większość stracić albo po prostu uciec z powierzoną mu gotówką. Kto poniesie odpowiedzialność za poniesione straty? Kto da Kowalskiemu gwarancje, że Nowak jego pieniędzy w ten czy inny sposób nie przepuści. Oczywiście, nikt nie da. Tylko czy obecnie funkcjonujący model jakieś gwarancje rzetelności usług daje? Kto w tej chwili ponosi konsekwencje nieudanych posunięć zarządzających?

Większość gwarancji, wymagań, licencji i ograniczeń sprawia, że rynek (zasada ta w żaden sposób nie omija zarządzania pieniędzmi) zaczyna źle funkcjonować, staje się niedostępny dla wszystkich chętnych, a koszty tego ponoszą klienci. Jednocześnie nieuzasadnione korzyści czerpią z takiej sytuacji ci, którzy te licencje, gwarancje i tym podobne wymagania spełniają.

Reklama
Reklama

Za rozwój rynku kapitałowego będziemy musieli zapłacić dwukrotnie. Teraz płacimy za przeregulowany, stworzony odgórnie model. Model, który bankrutuje, bo uciekają z niego prywatni inwestorzy. Zaraz przyjdzie nam zapłacić za liberalizację rynku. Nie znam obszaru działalności ludzkiej, związanej z pieniędzmi, gdzie nie byłoby takich, którzy chcą zarobić na skróty, dopuszczając się mniejszych lub większych sprzeniewierzeń. Szczególnie dzieje się tak wtedy, kiedy rynek dopiero rozwija się i powszechna świadomość tego, co na nim się dzieje, jest niewielka.Początki liberalizacji będą trudne szczególnie, bo nagle wpadki, których teraz jest tak mało, bo są skrzętnie tuszowane przez instytucje, znajdą się na wierzchu. Zachowując odpowiednie proporcje - to będzie tak, jak po transformacji ustrojowej. Nagle okaże się, że przestępczość zdecydowanie wzrosła, co w dużej mierze będzie efektem odtajnienia nadużyć.

Nie chcę w tym miejscu stwierdzić, że liberalizacja zarządzania pieniędzmi to panaceum na bolączki rynku kapitałowego. Ponieważ jednak co do tego, że rynek ten znajduje się w kryzysie, nie ma wątpliwości, chciałbym mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, żeby kryzys ten przezwyciężyć. n

* zamiast wpłacić pieniądze do funduszu, dla którego odniesieniem jest w 50--proc.WIG20 (lub jakikolwiek inny indeks rynku akcji polski bądź zagraniczny), a 50% bony skarbowe, proponuję za połowę kwoty, którą chcemy zainwestować, kupić jednostki indeksowe na WIG20, za drugą połowę nabyć roczne obligacje. Jeśli po roku nasz wynik będzie gorszy od funduszu, który chcemy wybrać, sprzedajmy wszystko i zanieśmy pieniądze do funduszu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama