Wczorajsza sesja nie należała do ciekawych i nie zmieniła technicznego obrazu rynku. Wtorkowy wzrost mógł dać podstawy do optymizmu, ale fatalne zamknięcie na amerykańskich indeksach skutecznie wyleczyło polskie byki. Kontraktom nie udało się pokonać ostatnich szczytów, nie mówiąc oczywiście o poziomie 1366 pkt.
Warto jednak zauważyć, że zupełnie inna sytuacja miała miejsce na rynku kasowym. Oporem dla indeksu jest 1360 pkt. i wtorkowe notowania skończyły się prawie dokładnie na tym poziomie. Otwarcie wczoraj było parę punktów niżej, ale już po kilku minutach ruszyliśmy do dynamicznego wzrostu. Przebiliśmy poziom 1360 pkt., linię trendu spadkowego i zatrzymaliśmy się dopiero 10 pkt. wyżej. I teraz najciekawsze - kontrakty na ten wzrost prawie nie zareagowały (rozciągając bazę do -15 pkt.), mając w pamięci, czym kończą się rajdy wywołane przez 1-2 spółki. Motorem wzrostu było Pekao. Sytuacja analogiczna do bicia styczniowych rekordów, tyle że tym razem kontrakty nie uczestniczyły w tym wzroście.
Przypomnę, że w styczniu bardzo mocnym oporem było 1458 pkt. i gwałtowne wzrosty Pekao i PKN doprowadziły w parę minut do porażki niedźwiedzi i lawiny zleceń stop. Mieliśmy wtedy w ciągu niecałych 3 dni 100-punktową przecenę, a kupujący po dziwnym wybiciu nad opór przeżyli spore rozczarowanie. Niewykluczone że wczorajsze mocne kupno na początku sesji miało doprowadzić do analogicznej sytuacji i uruchomić zlecenia stop ustawione na poziomie oporu 1366 pkt. Jednak tym razem jajko okazało się mądrzejsze od kury i kontrakty nie ruszyły do wzrostów, spokojnie czekając na powrót indeksu do 1360 pkt. Opór pozostał nietknięty, a jego siłę wzmocni linia trendu spadkowego przebiegająca już niedługo dokładnie na tym poziomie.