Złoty umocnił się w piątek. Już na otwarciu byliśmy 11,7% powyżej parytetu, przy poziomach 4,06 zł za USD i 3,574 zł za euro. Potem doszło do lekkiej korekty, dotarliśmy w okolice 11,6% i mniej więcej taką realną wartość obserwowaliśmy do popołudnia. Kurs dolara oscylował wokół 4,065, euro 3,578. Kończyliśmy niżej. W ostatnich transakcjach za USD płacono 4,073 zł, za euro 3,577 zł, byliśmy 11,5% powyżej parytetu.
Dane o podaży pieniądza pokazały nieznaczny przyrost depozytów dla ludności, dynamika jest jednak bardzo niewielka, jednocześnie wzrosła ilość pieniądza w obiegu. Czy takie dane przybliżają nas do cięcia stóp procentowych w kwietniu? Raczej nie.
Czy brak obniżki w kwietniu mógłby spowodować jakieś zmiany na rynku? Wydaje się, że tak. Wciąż bowiem są na nim obecni inwestorzy spekulacyjni, którzy na nią liczą.
Piątkowe dane o gospodarce amerykańskiej nie zachwyciły. Najgorzej wypadła sprzedaż detaliczna. Analitycy oczekiwali poprawy w stosunku do poprzedniego miesiąca, średnia prognoz mówiła bowiem o wzroście o 0,4%, wobec 0,3% w lutym, tymczasem zobaczyliśmy wzrost tylko o 0,2%. Dynamika więc spada. Rozczarował także wskaźnik optymizmu University of Michigan. Spadł on bowiem o 1,3 pkt., do 94,4 pkt. PPI wzrósł o 1%, czyli bardziej niż prognozowano. Tu jednak głównym winowajcą są ceny nośników energii oraz żywności. PPI pomniejszony o te ostatnie wzrósł bowiem o 0,1%. Dokładnie takiej zmiany oczekiwali analitycy. Wciąż więc przeważa pogląd, że Fed nie zdecyduje się na podwyżkę stóp w maju.