Ubiegłotygodniowa próba przełamania linii prawie trzymiesięcznego trendu spadkowego zakończyła się niepowodzeniem. WIG20 zawędrował, co prawda, do poziomu najwyższego od miesiąca, ale opór na 1370 pkt. okazał się na razie zbyt silny. Indeks zniżkował równie dynamicznie, jak jeszcze kilka dni wcześniej rósł.

Wczoraj z kolei wskaźnik usiłował przebić strefę wsparcia 1310-1320 pkt., ta jednak obroniła się, i to po raz czwarty w ciągu ostatniego miesiąca, co tylko wzmacnia jej znaczenie. Niski wolumen zauważalny po raz kolejny przy poziomie wsparcia świadczy o nieakceptowaniu przez sprzedających niższych cen. Po kilku sesjach wzrostu podaż staje się bardziej agresywna, i tak oto od kilku tygodni mamy zwykły trend horyzontalny.

Tak wygląda sytuacja na rynku jako całości. Trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że nie ma teraz "jednego rynku". Sektor bankowy "gna do nieba", przy popycie pochodzącym, jak się wydaje, zarówno z zagranicy (przejście z czeskiego sektora bankowego do Polski), jak i z kraju. Wydaje mi się jednak, że potencjał wzrostowy jest na wyczerpaniu, bo w polskich warunkach wskaźniki wyceny C/WK na poziomie 2,5-3 są nawet lekko przesadzone.

Z drugiej strony, mieliśmy ostatnio do czynienia z dołowaniem kursów "tradycyjnych" blue chipów, takich jak PKN, TP SA czy KGHM. Duża podaż sprawiła, że kursy tych papierów spadły do poziomów najniższych od wielu tygodni. Teraz pojawiła się szansa na odreagowanie.

Barierą dla wzrostów jest stosunkowo wysoki poziom cen poszczególnych akcji. Z tego powodu nie sądzę, żeby poziom 1500 pkt. został w najbliższym kwartale pokonany.