.Co pewien czas na rynku pojawiają się plotki o planach Pfleiderera, głównego akcjonariusza Grajewa, na temat wycofania firmy z rynku publicznego. Czy tym razem okażą się prawdziwe? - Decyzje w tej sprawie należą do właściciela. Nie wiem nic na ten temat. Moim zdaniem jednak, funkcjonowanie na giełdzie takich firm jak Grajewo, charakteryzujących się bardzo niską płynnością akcji, nie ma sensu, zaciemnia tylko obraz spółki i samej giełdy. Dziwię się, że GPW czy Komisja mogą w jakikolwiek sposób utrudniać takie kroki - mówi Krzysztof Sędzikowski, prezes Pfleiderer Polska.

Niemiecki koncern, do którego należy Grajewo (wraz z ZPW Prospan kontroluje prawie 90% kapitału) przed dwoma laty rozpoczął już procedurę wyprowadzania spółki z rynku, ale zrezygnował z niej pod naciskiem drobnych inwestorów i KPWiG. Drobni akcjonariusze domagali się znacznie wyższej od zaoferowanej wówczas w wezwaniu (35 zł za akcję) ceny, a Komisja groziła cofnięciem Pfleidererowi zgody na przekroczenie progu 50% głosów na WZA spółki. Komisji nie podobało się także, że inwestor nie zszedł, zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, poniżej progu 75% głosów. Ostatecznie Pfleiderer zrezygnował ze swoich planów i - za pośrednictwem brokera - zwracał nawet zainteresowanym inwestorom kupione od nich w wezwaniu akcje.

W czasie sporu o wycofanie grajewskiej spółki z obrotu, Komisja, jak wynikało z nieoficjalnych informacji, oczekiwała, że inwestor pozostawi ją na GPW przez co najmniej 2 lata albo zagwarantuje akcjonariuszom wyższą cenę w wezwaniu, premiując poprawiające się wyniki przedsiębiorstwa. 2-letni okres właśnie się kończy, a cena w ewentualnym wezwaniu musiałaby być wyższa od oferowanej poprzednio ze względu na kurs spółki, oscylujący w ostatnich miesiącach na poziomie ponad 50 zł.

Dwa lata temu inwestorzy liczyli, iż notowania firmy będą rosły ze względu na obserwowaną wówczas wyraźną poprawę rezultatów finansowych. Teraz spółka, choć zrestrukturyzowana i wykazująca zyski, ma nikłe szanse na szybki wzrost wyników. W ub.r. zanotowała nawet silny spadek sprzedaży, co wiąże się m.in. z załamaniem popytu w branży meblarskiej. - Moment na wycofanie firmy z GPW jest bardzo dobry. Spółka nie budzi już takich emocji, jak dawniej, a KPWiG miała czas, aby przekonać się, iż pozostawanie jej w obrocie nie ma uzasadnienia. Pfleiderer musiałby jednak kupić ponad 5% akcji od OFE Commercial Union, a więc wartość operacji nie byłaby tylko symboliczna, jak w wielu innych przypadkach. Być może to powstrzymuje go przed ogłoszeniem wezwania - twierdzi jeden z analityków.