Zamknięcie czwartkowej sesji na czerwcowej serii kontraktów na WIG20 nastąpiło na poziomie o 7 punktów niższym niż w środę. Po raz kolejny w czasie sesji zmienność na kontraktach była zdecydowanie mniejsza niż na rynku kasowym.

Niestety, ostatnie zachowanie futures na WIG20 nie daje zbyt wielu szans na większy zarobek w krótkim terminie, a ciągłe zmiany bazy znacznie zwiększają ryzyko inwestycyjne. Również technicznie sytuacja nie zachęca do inwestowania. Od dłuższego czasu rynek terminowy, podobnie jak kasowy znajdują się w trendzie horyzontalnym. Na kontrakcie jest on ograniczany od dołu przez wsparcie w obszarze 1307-1311 pkt., wyznaczane przez 50-proc. zniesienie zapoczątkowanej w grudniu fali wzrostowej oraz lukę hossy z 4 stycznia, a od góry przez lukę bessy z 12 marca na poziomie 1372 pkt.

Od ponad miesiąca kontrakty są więc notowane w wąskim, zaledwie 65 punkowym przedziale, co znacznie zmniejsza aktywność inwestorów, a u tych jeszcze aktywnych wywołuje uczucie znużenia. Jedyną nadzieją dla pobudzenia rynku jest wyłamanie się z horyzontu, jednak giełdowy marazm może trwać do pierwszych dni maja, kiedy na rynku zaczną się pojawiać wyniki finansowe spółek. Okres publikacji wyników jest tradycyjnie czasem wzmożonej nerwowości inwestorów i może być impulsem do większego ruchu. Jeżeli przeanalizujemy sytuację największych firm, wydaje się, iż wyniki mogą dać impuls do ruchu w dół.

Dlaczego nie będzie większego ruchu jeszcze w kwietniu? Zbliżający się długi weekend jeszcze bardziej osłabi aktywność inwestorów, a tradycyjne zamykanie pozycji przez część bardziej ostrożnych inwestorów nie powinno mieć większego wpływu z uwagi na wyrównane siły pomiędzy posiadaczami krótkich i długich pozycji.