Myślę, że na początku certyfikatami na indeksy zainteresują się inwestorzy instytucjonalni - fundusze i firmy asset management. Brak dźwigni finansowej, tak skutecznie przyciągającej naszych inwestorów na rynek kontraktów terminowych, może być pewnym problemem w dotarciu do aktywnych inwestorów indywidualnych. Od razu więc warto chyba pójść za ciosem i pomyśleć o czymś naprawdę sexy. Osobiście, chętnie inwestowałbym w kontrakty na indeksy zagraniczne. Skopiowanie konstrukcji "fjuczersów" na WIG20 nie jest, oczywiście, gwarancją sukcesu, ale właśnie popularność przeboju naszego rynku mogłaby pomóc także jego klonowi. Z jednego trzeba sobie jednak zdawać sprawę - problem, jaki zapewne by się pojawił, to kwestia opłat za korzystanie z zastrzeżonych przecież indeksów renomowanych giełd.
Musimy walczyć o to, by Warszawa pozostała centrum obrotu papierami wartościowymi. Złośliwi żartują, że w przypadku wielu naszych spółek mowa już jednak wyłącznie o papierach bezwartościowych... Przyjdzie jeszcze poczekać na poprawę sytuacji fundamentalnej firm, uzależnionej w dużej mierze od kondycji gospodarki (a ta jest przecież dramatycznie zła). A skoro tak, to sposobem na reanimowanie obrotu jest zapewnienie instrumentów uniezależnionych od naszych wewnętrznych kłopotów. Które dadzą szansę na zarabianie na ożywieniu w Europie czy USA. Taką funkcję będą spełniać certyfikaty na indeksy zagraniczne. A w przyszłości - może właśnie postulowane powyżej nowe kontrakty?
Warto przypomnieć, że niedawno rozpoczęliśmy - na zlecenie GPW - zbieranie opinii o inwestorskich apetytach na nowe instrumenty. Specjalna ankieta jest dostępna w naszym internetowym portalu finansowym (www.parkiet.com). Jak tłumaczą pomysłodawcy ankiety, ma ona odpowiedzieć na podstawowe pytania:
l Czy inwestorzy indywidualni są zainteresowani wprowadzeniem na rynek polski instrumentów opartych na zagranicznych akcjach lub indeksach?
l Jakie instrumenty zagraniczne (akcje, indeksy) powinny być bazą dla walorów, które mogą pojawić się na rynku polskim?