Wczorajsza sesja na rynku terminowym była jak z sennych koszmarów. Dzienna rozpiętość wahań cen na czerwcowej serii kontraktów na WIG20 wyniosła 9 pkt. przy obrotach nieznacznie przekraczających 4 tys. sztuk. To najlepiej mówi, że przez cały dzień nic się nie działo.
Dlatego też nie ma się co dziwić, że i sytuacja techniczna w tym segmencie rynku ani na jotę się nie zmieniła. Przed spadkami broni kwietniowy dołek przy 1317 pkt., choć jednoznacznie o opuszczeniu dołem konsolidacji będzie można mówić dopiero po zasłonięciu luki hossy z początku roku, czyli po zamknięciu poniżej 1295 pkt. Z drugiej strony horyzont ogranicza poziom ok. 1365 pkt., ale obserwując sesje z bieżącego tygodnia można mieć duże wątpliwości, czy byki zdołają doprowadzić do odbicia w tym kierunku. WIG20 już spadł poniżej ostatniego dołka, a poniedziałkowa obrona wsparć wcale nie zachęciła rynku do wzrostów. Jeśli odbicie od dolnego ograniczenia ruchu bocznego miałoby nastąpić, już mielibyśmy z nim do czynienia.
W takiej sytuacji można przedstawić dwie strategie inwestycyjne. W krótkim okresie zwolennicy utrzymania horyzontu mogą próbować zajmować długie pozycje na wysokości 1310 pkt., akceptując stratę nie większą niż 20 pkt. Ryzyko nie jest w tym wypadku duże, ale i potencjalny zysk mało satysfakcjonujący. Dlatego w związku z wymienionymi powyżej czynnikami, zmniejszającymi szansę na utrzymanie trendu bocznego, skuteczniejsze może okazać się pozostanie poza rynkiem do chwili wybicia z ruchu horyzontalnego i zainwestowania zgodnie z kierunkiem trendu.
Z kontraktów akcyjnych ciekawie przebiegały notowania tych wystawianych na papiery BRE. Wybicie z długo kształtowanej formacji odwrócenia trendu wzrostowego rozstrzyga losy średniookresowej tendencji na korzyść niedźwiedzi.