Analitycy ankietowani przez Reuters spodziewali się, że Ifo wzrośnie do 92,1 pkt., a średnia z prognoz 29 ekonomistów ankietowanych przez Bloomberga wyniosła 92,2. Ekspert z londyńskiego biura Credit Suisse First Boston Neville Hill spodziewał się nawet 92,9 pkt.
Coraz więcej europejskich spółek liczy na wzrost sprzedaży w tym roku. Ostatnio optymistyczne prognozy sformułowali producent kremu Nivea, niemiecka firma Beiersdorf i włoski producent motocykli Ducati. W środę poinformowano, że zaufanie włoskich przedsiębiorców wzrosło w kwietniu do poziomu najwyższego od ponad roku, a dzisiaj wyniki swojej ankiety na ten temat mają opublikować Francuzi i również tam można spodziewać się poprawy nastrojów.
Tymczasem w największej europejskiej gospodarce pogorszyły się m.in. dlatego, że nadzieje na rychłe ożywienie opierano przede wszystkim na szybszym od spodziewanego wychodzeniu z recesji gospodarki amerykańskiej. Stany Zjednoczone kupują 10% niemieckiego eksportu, a ten generuje 1/3 produktu krajowego brutto. Spółki liczyły więc, że większy popyt w USA pomoże im w poprawie wyników i nadal na to liczą, choć okazało się, że nie wszystkie już tego doświadczyły.
- Nasi amerykańscy koledzy zapowiadają dobrą koniunkturę w II półroczu, ale na razie nie widać konkretnych oznak ożywienia - powiedział Werner Wenning, nowy prezes koncernu farmaceutycznego Bayer.
Na kwietniowy spadek indeksu Ifo wpłynęły też obawy, że strajki w branżach metalowej i elektronicznej mogą wkrótce zakłócić produkcję. Związkowcy z IG Metall domagają się podwyżek płac o 6,5%, na co przedsiębiorcy nie chcą się zgodzić, bo inflacja w Niemczech spadła już do poziomu 1,5%.