Obawy przed zepchnięciem na margines są tym bardziej uzasadnione wobec powszechnej skłonności do scalania międzynarodowego rynku kapitałowego. Pierwszą trudnością, na którą wskazuje "Financial Times", jest fakt, że Nasdaq nie przekształcił się jeszcze w spółkę akcyjną i jego walory nie znajdują się w obrocie publicznym. W tej sytuacji nie miałby czym zapłacić londyńskiemu partnerowi, który najwyraźniej chciałby dokonać wymiany akcji, natomiast nie zależy mu na gotówce i wchłonięciu przez większą instytucję.

Znacznie większy problem stanowi finansowy efekt ewentualnej fuzji. Łączące się giełdy z zasady liczą na znaczne oszczędności związane z ograniczeniem kosztów transakcyjnych oraz wydatków na nowoczesne rozwiązania techniczne. Jednak - zdaniem ekspertów - w wypadku połączenia Nasdaq z giełdą londyńską, oszczędności takie byłyby znikome, zwłaszcza w dziedzinie wyposażenia technicznego.

Przy powszechnym stosowaniu systemów elektronicznych największe obawy budzi ich ujednolicenie przez łączące się giełdy. Nasdaq i LSE prowadziły już rozmowy na temat zastosowania amerykańskiego systemu SuperMontage, który stałby się wspólną platformą, umożliwiającą operacje na obu parkietach. Oznaczałoby to jednak rezygnację z systemu Sets, z którego korzysta obecnie giełda londyńska. Zdaniem Huwa van Steenisa, analityka J.P. Morgan, ani SuperMontage nie jest odpowiedni dla LSE, ani Sets dla rynku Nasdaq.