Do pogorszenia rezultatów przyczyniło się osłabienie tempa wzrostu w gospodarce hiszpańskiej. W ostatnim kwartale 2001 r. produkt krajowy brutto zwiększył się o 2,4%, tj. najwolniej od pięciu lat. Gorsza koniunktura doprowadziła do zmniejszenia popytu na kredyty i w efekcie ich łączna kwota wzrosła w pierwszym kwartale tylko o 1%, wobec 27% w analogicznym okresie rok wcześniej. Wpływy z oprocentowania netto powiększyły się o 2%, do 2,46 mld euro, podczas gdy eksperci oczekiwali 4-proc. wzrostu. Na domiar złego, Banco Santander musiał zwiększyć o 37% odpisy na pokrycie złych długów, do 491,5 mln euro.

Dotkliwym ciosem dla hiszpańskiego banku był też kryzys argentyński. Po dewaluacji peso i ogłoszeniu niewypłacalności musiano spisać na straty inwestycje w Argentynie o wartości 1,7 mld euro. W pierwszym kwartale 2002 r. Banco Santander nie osiągnął tam zysku, podczas gdy przed rokiem wyniósł on 56 mln euro. Gdyby nie działalność na rynku argentyńskim, zarobiłby więcej o 9,6%.

Czynniki te sprawiły, że wyników banku nie było w stanie poprawić ograniczenie kosztów, na którym skupił uwagę dyrektor generalny Alfredo Saenz. Dzięki redukcji personelu oraz cięciom w innych wydatkach zmniejszono je o 7%, do 2,24 mld euro.

W bieżącym roku Banco Santander zamierza zwiększyć zysk o 10%. W tym celu przewiduje się ograniczenie kosztów poprzez zamknięcie dalszych oddziałów i przeniesienie na emeryturę części kadry kierowniczej. Planuje się też scalenie systemu informatycznego w ponad piętnastu bankach w Ameryce Łacińskiej. Jednak - zdaniem ekspertów - klucz do sukcesu stanowi zdolność do ożywienia działalności na rynku hiszpańskim.