Trudno było po wtorkowej sesji oczekiwać jakichś fajerwerków. Skoro od wielu tygodni jesteśmy w horyzoncie, to przedświąteczna sesja nie mogła tego zmienić. Zaczęło się spekulacyjnym atakiem byków na akcje Elektrimu. Wczoraj mijał termin uprawomocnienia postanowienia sądu o umorzeniu postępowania układowego, ale samo to nie jest powodem do wzrostu ponad 10%. Wręcz odwrotnie. Tak więc po początkowym wyskoku, który pomógł też reszcie rynku, Elektrim rozpoczął systematyczną drogę na południe, by skończyć na sporym minusie. W dołowaniu rynku pomogła później jeszcze TP SA, którą "prześwietlić" chce URTiP, a do tego Ministerstwo Skarbu planuje dokapitalizować jeden z banków 40 milionami akcji narodowego operatora. Jeśli dodamy do tego ogólną chęć pozbycia się akcji przed długim weekendem, to mamy już powody spadku.
Inwestorzy na kontraktach tak łatwo optymizmu nie tracili. Przecena została zatrzymana dokładnie na poziomie wczorajszych minimów, rozciągając bazę do prawie +10 pkt. Po pierwsze, wszyscy zdają sobie sprawę, że przy takim obrocie ruchy indeksu są trochę mało wiarygodne, po drugie, wyprzedane rynki w Stanach dają bykom nadzieje, że na najbliższych sesjach klimat na zagranicznych rynkach może się poprawić. Po trzecie wreszcie, bliskość wielokrotnie testowanych luk hossy stwarza poczucie bezpieczeństwa.
Prawdziwą kondycję rynku zobaczymy dopiero w poniedziałek i do tego czasu wstrzymałbym się z podejmowaniem decyzji inwestycyjnych. Poczekać trzeba na wiarygodne sygnały, którymi będzie dopiero wybicie nad opory w okolicach 1360 pkt. lub zamknięcie luk hossy z początku stycznia. Jeśli już ktoś chce koniecznie teraz zawierać transakcje na kontraktach, to niech przynajmniej zamieni indeksowe na ostatnio bardziej zmienne akcyjne.