Czwartkowa wypowiedź Marka Borowskiego doprowadziła do spadku kursu polskiej waluty. Podczas piątkowych notowań na rynku londyńskim realna wartość złotego zniżkowała nawet do około 11,3% odchylenia od parytetu. Poniedziałkowe transakcje zaczynaliśmy z poziomu nieznacznie tylko wyższego. Odchylenie wynosiło bowiem 11,45%. Za dolara płacono 3,99 zł, za euro zaś 3,65 zł. Potem dość wyraźnie przeważył popyt. Złoty zaczął zyskiwać, około 13.30 dotarliśmy do 12,1%. USD potaniał o 2,6 grosza, wspólna waluta o 2,9 grosza. Ostatnich transakcji dokonywano po 3,96 zł za dolara i 3,625 zł za euro.

Notowania przebiegały w dość spokojnej atmosferze. W znacznej mierze było to związane z brakiem aktywności dealerów londyńskich, którzy obchodzili Bank Holiday.

Dzisiaj o 16.00 opublikowane zostaną informacje o cenach żywności w drugiej połowie kwietnia. Analitycy oczekują ich niewielkiego wzrostu, o 0,2-0,4%. Jeśli te prognozy się potwierdzą, będzie szansa na spadek inflacji w kwietniu.

Piątkowe dane o bezrobociu w USA okazały się znacznie gorsze od oczekiwań. Analitycy spodziewali się wzrostu, ale najwyżej o 0,1%, do 5,8%. Tymczasem wskaźnik osiągnął 6,0%. W takiej sytuacji coraz więcej ekonomistów zaczyna podzielać tezę, że mówienie o wyraźnym ożywieniu największej gospodarki świata jest przedwczesne. To oczywiście zła informacja nie tylko dla USA, ale także dla Europy, a w konsekwencji również dla nas. Patrząc bowiem obiektywnie, do wyraźniejszego wzrostu aktywności w Polsce w najbliższych kilkunastu miesiącach może doprowadzić jedynie poprawa eksportu.

Na złe dane zareagował rynek eurodolara. Jeszcze 3 maja podczas notowań w Europie przebiliśmy 0,91 euro za dolara. Po kilku godzinach, w czasie transakcji na rynku USA dotarliśmy nawet do 0,917. W poniedziałek zaczynaliśmy z nieznacznie tylko niższego poziomu, z 0,915. Szybko zarysował się lekki trend spadkowy. Około południa byliśmy na 0,914. Kilka godzin stabilizacji i kolejny wzrost. Notowania zakończyły się na poziomie 0,9155 euro za dolara. Wiele wskazuje jednak na to, że to nie koniec okresu umacniania się wspólnej waluty.