Ponad połowa zredukowanych to pracownicy zatrudnieni w nowojorskim centrum finansowym. Bezrobocie w tej sferze usług jest bardziej dotkliwe niż w całej gospodarce USA, gdzie obejmowało ono w kwietniu 6% czynnej zawodowo ludności (najwięcej od sierpnia 1994 r.).
Ożywienie aktywności ekonomicznej w pierwszym kwartale 2002 r. nie znalazło odbicia w tej części amerykańskiego rynku pracy. Tylko nieliczne instytucje, takie jak UBS Warburg czy Bank of America, przyjmują nowych pracowników. Czasem wiąże się to z potrzebą wyrównania strat poniesionych w wyniku wrześniowego ataku terrorystycznego, gdy w ruinach World Trade Center śmierć poniosło kilka tysięcy osób, przeważnie zatrudnionych w sektorze finansowym.
Banki i biura maklerskie nie mogą sobie pozwolić na większe zatrudnienie w sytuacji, gdy gwałtownie zmniejszyły się źródła ich dochodów. Wartość fuzji i przejęć spadła w zeszłym roku o 45%, poważnie ograniczając wpływy z usług doradczych. Sprzedaż akcji zmniejszyła się o 38%, tj. w największym stopniu od 10 lat. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2002 r. amerykańskie instytucje finansowe, które świadczą usługi inwestycyjne, uzyskiwały dochody porównywalne z wpływami z 1999 r., gdy ich personel był o około 20 tys. mniejszy.
Pomimo niesprzyjających warunków wielu zwolnionych pracowników usiłuje wszelkimi sposobami znaleźć zatrudnienie. Inni, dysponujący większymi rezerwami finansowymi, starają się wykorzystać czas na odpoczynek, sprawy rodzinne, podróże czy inne przyjemności. Okazuje się bowiem, że bardzo intensywna praca uniemożliwiała im przez wiele lat korzystanie z dłuższych urlopów.
Z drugiej strony, duże bezrobocie sprawia, że banki i biura maklerskie mogą łatwo znaleźć wysoko wykwalifikowanych pracowników, proponując im umiarkowane warunki finansowe. Wiele wskazuje na możliwość dalszej redukcji zatrudnienia, gdyż - mimo zwolnień - na Wall Street pracuje wciąż tyle samo osób, ile latem 2000 r., w okresie dobrej koniunktury na giełdzie.