Kwartalne sprawozdania F01 przesyłane przez spółki do GUS dla celów statystycznych zawierają bardzo ważne dla inwestorów dane: przychody, zysk operacyjny, zysk brutto i zysk netto. O tym, w jakim stopniu informacje te mają wpływ na kurs papierów wartościowych, nie muszę nikogo przekonywać. Ich publikację trzy lata temu zaleciła Komisja Papierów Wartościowych i Giełd, gdyż uznała, że inwestorzy muszą mieć równy dostęp do informacji. I rzeczywiście mieli, choć doszło do paradoksalnej sytuacji, w której najbardziej oczekiwanymi przez inwestorów raportami były właśnie sprawozdania F01 dla GUS. Dawały one już w 20 dni po zakończeniu kwartału najszybsze sygnały tego, co się z wynikami spółek dzieje. Znacznie szersze, kwartalne raporty finansowe, przesyłane do KPWiG do 15 dni później, były tylko ich potwierdzeniem i z reguły, jeśli chodzi o podstawowe dane, niewiele się różniły.
Wszyscy wiedzieli, że jest to rozwiązanie tymczasowe, gdyż podwójna publikacja raportów (dla GUS, a potem dla KPWiG) prowadziła do sporego szumu informacyjnego i "zatykania" się agencji informacyjnych. Wiedzieli też, że należy z tym coś zrobić. - Będziemy chcieli, by także do GUS raporty mogły trafiać do 35 dni od zakończenia kwartału - zapowiadał w 1999 r. ówczesny dyrektor Departamentu Spółek Publicznych i Finansów KPWiG, a dzisiaj wiceprezes GPW Piotr Kamiński.
I co? I nic. Po trzech latach powróciliśmy do punktu wyjścia, bowiem zalecenie publikacji raportów dla GUS cofnięto, a one nadal trafiają tam do 20 dni po zakończeniu kwartału. Dlatego też szum informacyjny będziemy mieć mniejszy, ale za to krąg lepiej poinformowanych osób w ciągu 15 dni od przesłania - już obecnie "utajnionego" - sprawozdania dla GUS - może się, niestety, powiększać. Problem tkwi w tym, że argumenty każdej ze stron mogą wydawać się słuszne. Komisja twierdzi, że spółkom nie można skracać z 35 do 20 dni po zakończeniu kwartału terminu publikacji raportu finansowego, bo już teraz księgowi ledwo się wyrabiają i narzekają na brak czasu. GUS uważa, że nie będzie robił wyjątku dla ponad 200 spółek publicznych z około 40 tysięcy, które monitoruje, gdyż wszystkich obowiązują te same zasady, jeśli chodzi o sprawozdawczość dla celów statystyki.
Propozycja przewodniczącego KPWiG Jacka Sochy - by w razie "nadzwyczajnego" wyniku finansowego, który może wpłynąć na kurs, spółka oprócz GUS informowała także rynek komunikatem bieżącym - jest tymczasową protezą. Zawsze bowiem będzie dyskusyjne określenie terminu "nadzwyczajny wynik". Ja wiem, że obie instytucje mają własne racje, ale w interesie rynku muszą się porozumieć. Liczę zwłaszcza na zmianę nieugiętej postawy GUS-u, który jednak powinien uwzględnić specyfikę firm publicznych. Gdyby udało się "wycisnąć" ze spółek giełdowych np. 30-, a nie 35-dniowy termin przygotowania raportu finansowego dla KPWiG, a GUS zgodziłby się dla tej kategorii firm na 30-, a nie 20-dniowy termin nadsyłania sprawozdań dla celów statystycznych, byłoby to rozwiązanie idealne.
Oczywiście, należałoby wówczas zmienić dwa rozporządzenia Rady Ministrów. Raport dla GUS byłby wówczas wydzielonym fragmentem raportu dla KPWiG i obie instytucje otrzymywałyby informacje tego samego dnia. 15-dniowa "czarna dziura" przestałaby wówczas być problemem. Ja wiem, że jest to "wysiłek", ale dla czystości reguł na rynku kapitałowym należałoby go podjąć. Zamiast ścigać insiderów i czekać latami na "surowe" wyroki, lepiej wykluczyć mechanizmy sprzyjające wypływaniu informacji poufnych. Trywialne, ale jak pokazuje rzeczywistość, czasem bardzo trudne do zrealizowania.