Na wczorajszym przetargu bonów 52-tygodniowych inwestorzy zgłosili duży popyt - chcieli kupić papiery za ponad 2,1 mld zł, podczas gdy resort finansów oferował bony o wartości nominalnej 600 mln zł. Oznacza to ponadtrzyipółkrotną przewagę popytu nad podażą. Tak duże zainteresowanie nabywców bonów może być zasługą ministra finansów Marka Belki. Powiedział on niedawno, że dobre wykonanie tegorocznego budżetu daje nadzieję na obniżenie podaży papierów skarbowych w II półroczu.
Jednak jeszcze większe znaczenie dla inwestorów ma zapewne ostatni konflikt między RPP i rządem, dotyczący kursu złotego. Może on bowiem doprowadzić do obniżki stóp procentowych nieco wcześniej, niż oczekuje rynek (większość prognoz mówi bowiem o redukcji w czerwcu). Poza tym, obniżka musiałaby być głębsza niż ostatnie cięcie o 50 pkt. bazowych - w przeciwnym razie RPP nie przekonałaby rynku, że to ostatni taki krok w br.
W oczekiwaniu na finał zamieszania wokół złotego oraz obniżkę stóp, inwestorzy nie tylko zgłaszają duży popyt na bony skarbowe, ale akceptują coraz niższą zyskowność. Średnia rentowność papierów wyniosła 9,391%, czyli 0,06 pkt. procentowego. Na dodatek rentowność minimalna tych papierów spadła mocno poniżej 9% - wyniosła bowiem 8,6%.
Na następnym przetargu również można spodziewać się dalszej obniżki rentowności bonów skarbowych. Resort oferuje bowiem tylko papiery 52-tygodniowe o wartości nominalnej 700 mln zł. Popyt znowu zapewne będzie duży, chyba że dojdzie do głębszego osłabienia złotego. Wtedy bowiem część inwestorów zagranicznych zdecyduje się opuścić polski rynek, próbując ratować przed deprecjacją złotego swoje zyski. Jednak postawa NBP, który wyklucza interwencję, wskazuje, że prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest niewielkie.