Reklama

Rządowe ożywianie przez majstrowanie

Publikacja: 14.05.2002 09:20

Zagranica wpompowała w ciągu niecałego pół roku w polskie obligacje skarbowe 9 mld zł, czyli ponad 2 mld dolarów. W efekcie, na rachunkach inwestorów zagranicznych jest już ponad 28 mld zł w tych papierach.

I jeśli ktoś dziwi się, jak to się stało, że złoty trzyma się mocno przy tak cherlawej gospodarce, to niech się już nie dziwi. Tylko niech pomyśli, kto te wszystkie papiery skarbowe wywala na rynek. Bo robią to ci sami faceci, którzy dziwią się umacnianiu złotego i szukają na gwałt winnego niepożądanej siły naszej waluty. Ci sami, którzy pouczają wszystkich wokół, jak powinno się prowadzić politykę pieniężną.

Dodajmy do tego fakt, iż w br. resort finansów zwiększył podaż papierów skarbowych aż o 60% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Powtórzę więc po raz enty - spadek rynkowych stóp procentowych mógłby być zdecydowanie wyraźniejszy, gdyby nie zachłanność budżetu. To on, będąc zmuszonym do finansowania deficytu na rynku, podtrzymuje stosunkowo wysoką rentowność polskich papierów dłużnych, a tym samym i stopy procentowe.

Koledzy z PARKIETU dostają już powoli wysypki, kiedy po raz kolejny uparcie wracam do tematu polityki pieniężnej. Rozumiem to, ale nic nie poradzę, że szlag mnie trafia, jak patrzę na coraz bardziej niebezpiecznie wyglądające słupki. Zwłaszcza gdy jednocześnie słyszę szefa resortu finansów, autorytet ekonomiczny w końcu, który chwali się dobrymi dochodami budżetu. Ten to minister, wraz ze wspomagającym chórem (z premierem w roli wiodącego basu pierwszego i prezydenckim tenorem w tle), rozpętał coś, co grzecznie nazywa się "dyskusją" o polityce pieniężnej.

Tak - w sposób nieodpowiedzialny - robi się przeciętnemu obywatelowi wodę z mózgu, bo politycy usiłują przekonać ludzi, że są proste metody na ożywienie gospodarki. No więc nie ma. W każdym razie metod odpowiedzialnych nie ma. Ożywianie przez majstrowanie przy kursie walutowym przy zaniechaniu reform strukturalnych da efekty w krótkim i średnim terminie, ale gospodarka może znaleźć się w sytuacji nierównowagi. Wszyscy musielibyśmy zapłacić podatek inflacyjny od takich zabiegów.

Reklama
Reklama

Prostych, cudownych metod na leczenie chorej gospodarki po prostu nie ma. Jeśli myślimy o zdrowiu w długim terminie, nie możemy fundować sobie ułudy - takiego krótkiego transu narkotycznego (np. przez wydanie kupy forsy na osłabienie złotego) w perspektywie krótkoterminowej. Kac po takiej operacji będzie bowiem straszny. Można oczywiście wyobrazić sobie powrót do przeszłości i wycofanie się z płynnego kursu złotego. Na chwilę, na kilka miesięcy można osłabić naszą walutę kosztem choćby interwencji. Na pewno sygnałem do wycofania z polskiego rynku dla wielu inwestorów zagranicznych - i impulsem do dewaluacji - byłaby coraz bardziej realna próba likwidacji niezależności banku centralnego. Tyle że są pytania: czy właśnie o to ma chodzić w polityce gospodarczej? I co wyniknie z takiej zadymy w dłuższym terminie?

Premier w czasie wczorajszej konferencji prasowej na Śląsku - swoim zwyczajem - rzucał slogany o tym, że to już nie ta epoka, kiedy rząd niczym święty Mikołaj przyjeżdża z workiem prezentów. I - odwracając kota ogonem - nie omieszkał oczywiście powtórzyć, że Kartagina (pardon: RPP) powinna zostać zburzona. Według niego, wszystko jest, cytuję, "niewątpliwe" - polityka pieniężna zła, kurs złotego za mocny, stopy za wysokie. Pięknie. Ciekawy jestem, dlaczego premiera nie boli to, że sam - przez wspomniane zadłużanie państwa - przyczynia się do powstania tej sytuacji. Nieprzyjemnej niewątpliwie.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama