O tym, że zmiana prawa ubezpieczeniowego jest konieczna, nikogo nie trzeba przekonywać. Obecnie obowiązująca ustawa, mimo że stosunkowo nowoczesna, nie jest dostosowana do szybko zachodzących zmian rynkowych. Nie gwarantuje też w pełni bezpieczeństwa klientów. Konieczne zmiany wymusza także bliskie wstąpienie Polski do struktur Unii Europejskiej (np. zasada jednej licencji i jednego nadzoru). Przygotowany przez Ministerstwo Finansów pakiet czterech ustaw: o działalności ubezpieczeniowej, o nadzorze, o pośrednictwie ubezpieczeniowym oraz obowiązkowych ubezpieczeniach OC trafił do konsultacji środowiskowych pod koniec marca. Wzbudził wówczas wiele kontrowersji.
Obcych nie chcemy?
Sprzeciw środowiska budzą zwłaszcza zapisy dotyczące tzw. nadzoru materialnego. Jedną z bardziej kontrowersyjnych propozycji (zawartych w projekcie ustaw) są bardzo rygorystyczne wymogi wobec członków zarządu zakładu ubezpieczeń oraz ewentualny sprzeciw organu nadzoru wobec ich wyboru. Projektowane zapisy mówią o konieczności posiadania co najmniej 3-osobowego zarządu z 5-letnim doświadczeniem w pracy w instytucji finansowej na stanowisku kierowniczym. W przypadku prezesa jest to aż 7 lat. Ustawa wprowadza także obowiązek znajomości języka polskiego przez dwóch członków zarządu, w tym prezesa. Według ustawodawcy, ma to zapewnić wysoki poziom kadry kierowniczej zakładów ubezpieczeń, przez co zwiększy się ochrona ubezpieczonych. Czy jednak nie odbywa się to kosztem obcięcia swobód właścicielskich? - Najbardziej kontrowersyjny wydaje się zapis mówiący o tym, że na 21 dni przed planowanym powołaniem członka zarządu należy o tym fakcie zawiadomić nadzór, który może się sprzeciwić. Jest to ograniczenie praw akcjonariuszy do swobodnego decydowania o organach spółki. Tym bardziej że procedura sprzeciwu jest też właściwa dla powoływania rady nadzorczej. Dodatkowo, co najmniej połowa członków rady ma posiadać wykształcenie prawnicze lub ekonomiczne oraz mówić biegle po polsku - uważa Cok F. den Boer, prezes ING Nationale-Nederlanden. Podobne stanowisko prezentuje Jerzy Lisiecki, prezes Signal Iduna Polska TU. Według niego, rozpatrzenie, czy kandydat do zarządu ma wyższe wykształcenie i odpowiedni staż pracy oraz czy będzie należycie wykonywać swoje obowiązki należałoby pozostawić samym zainteresowanym spółkom i ich radom nadzorczym. Bowiem w oczywisty sposób będą wpływać na funkcjonowanie towarzystwa, które straci najwięcej w przypadku zatrudnienia niewłaściwego kandydata. - Członek zarządu czy rady nadzorczej będzie więc szczególnie starannie badany pod kątem swoich kompetencji przez samo towarzystwo, zanim zostanie zatrudniony. Nadzór nie jest w stanie dokładnie skontrolować kandydata, szczególnie w ciągu przysługujących mu zgodnie z projektem 14 dni -dodaje Lisiecki.
- Można nawet zrozumieć intencje projektodawcy, np. w sprawie wymogu biegłego posługiwania się językiem polskim przez prezesa zarządu towarzystwa. Ale jak to zrobić na rynku, na którym dominują firmy z kapitałem obcym? Czy nie oznacza to przypadkiem: możecie tu inwestować, ale zarządzać waszymi pieniędzmi będą nasi ludzie? -zastanawia się Andrzej Wojtyński, prezes Gerling Polska TUnŻ.
Więcej obowiązków