Wczoraj od początku dnia złoty mocno tracił. O ile na początku handlu dolar kosztował 4,066 zł, a euro 3,6904 zł, to o godzinie 10.00 za dolara trzeba było płacić już 4,14 zł, a za euro - 3,74 zł. Potem handel praktycznie zamarł. Wszyscy bowiem czekali na wynik posiedzenia Rady Ministrów.
- Rada Ministrów zobowiązała ministra finansów do przygotowania zmian w sposobie ustalania kursu złotego i skierowania tych propozycji do Rady Polityki Pieniężnej. Polegają one na odejściu od zasady nieinterweniowania na rynku walutowym i opracowaniu sposobu regulowania kursu, który miałby przeciwdziałać dalszej aprecjacji naszej waluty - powiedział Marek Belka, wicepremier i minister finansów, na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu. Wicepremier nie chciał ujawnić żadnych szczegółów propozycji, które zostaną przedstawione RPP. - Jeżeli np. wprowadzimy pasmo wahań złotego, to rynek wcale nie musi zostać poinformowany o tym, jakie ono będzie. Wykluczył jednak zarówno sztywny kurs złotego wobec euro, jak i przywrócenie tzw. pełzającej dewaluacji złotego. Na proponowane zmiany musi się zgodzić RPP. Zdaniem ministra finansów, jeśli nie będzie porozumienia w tej sprawie, gospodarka będzie dalej pogrążać się w kryzysie.
Zaraz po publikacji słów Marka Belki złoty się wzmocnił i na koniec dnia za dolara płacono 4,09 zł, a za euro 3,69 zł. Zdaniem analityków, inwestorzy uznali, iż takie stanowisko rządu oznacza, że na razie nie dojdzie do bezpośredniej konfrontacji rządu z bankiem centralnym. Rada Ministrów postanowiła najpierw spróbować dogadać się z RPP.
- RPP powinna w ciągu 2-3 tygodni przedyskutować kwestie kursu i polityki monetarnej z rządem, ale należy uzgodnić taki mechanizm kursowy, aby nie był sprzeczny ze stabilizacją inflacji - powiedział Andrzej Bratkowski, wiceprezes NBP. Jednak większość analityków uważa, iż właśnie ze względu na stabilizację inflacji RPP odrzuci propozycje rządu.
- To pomysł absurdalny, wymagałby jednoczesnej dyskusji z RPP na temat porzucenia przez nią strategii bezpośredniego celu inflacyjnego, a tego nikt nie robi - powiedział Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku. - Poza tym, wprowadzenie takiego rozwiązania oznacza spadek ryzyka walutowego, co przy obecnym dysparytecie stóp spowoduje tylko zwiększenie napływu kapitału spekulacyjnego do Polski i jeszcze bardziej wzmocni presję na wzrost wartości złotego.