Reklama

Radzę się dogadać

Publikacja: 16.05.2002 09:39

Awantury między RPP a rządem zaczynają mnie drażnić. Przede wszystkim dlatego, że obie strony używają mocno wytartych, praktycznie wykluczających porozumienie argumentów. Rząd twierdzi, że ostra, wzmacniająca złotego polityka pieniężna (czyli wysokie stopy procentowe) tłumi wzrost gospodarczy, co powoduje konieczność zwiększania deficytu. Aż się nasuwa pytanie - czy panowie ministrowie serio chcieliby stóp procentowych na poziomie 3-4%? A kto wtedy kupiłby nasze papiery skarbowe?

Z drugiej strony RPP wysokie stopy procentowe - a także mocnego złotego - tłumaczy dużym deficytem budżetowym, który wysysa oszczędności sektora prywatnego, pobudza inflację i powoduje napływ kapitału do Polski.

Tak się to toczy od pewnego czasu. Rząd, i to nie tylko ten, chciałby doprowadzić do wzrostu gospodarczego w najprostszy sposób, a RPP zachowuje się, jakby od razu chciała nam zapewnić raj w czystej, ekonomicznej postaci. Żeby się zorientować, że tak się nie da, nie trzeba być profesorem ekonomii. Wystarczy spróbować odłożyć kilkaset złotych, żeby wiedzieć, że potrzebna jest do tego odpowiednia kombinacja: dochodów i wydatków (czyli polityka fiskalna), koniecznych cięć w budżecie domowym (reformy strukturalne) oraz stóp procentowych w bankach (polityka pieniężna).

Tak samo nie trzeba być profesorem ekonomii, żeby wiedzieć, że zbyt silny złoty szkodzi gospodarce, podobnie jak zbyt duży deficyt budżetowy i dług publiczny. Dlatego podejrzewam, że z obu tych czynników zdają sobie sprawę ekonomiści, zgrupowani w NBP i rządzie. Tylko nie do końca mogę pojąć, dlaczego nikt z tej wiedzy nie robi użytku.

Mam nieodparte wrażenie, że sporo w tym winy RPP, która zapadła na chorobę niezależności. Nagle okazało się, że w Radzie jest grono mędrców, którzy wiedzą wszystko najlepiej i którym nikt nie może niczego ani dyktować, ani sugerować.

Reklama
Reklama

Od samego początku rządowi mocno zależało na zmianie polityki pieniężnej na taką, która w większym stopniu uwzględniałaby wzrost gospodarczy. Nie bardzo wiem, dlaczego sama RPP - samodzielnie i niezależnie - nie zgodziła się na takie rozwiązanie. Przy czym nie mówię o jednostronnej zgodzie, a np. o umowie między RPP a Radą Ministrów, iż ta pierwsza będzie w większym stopniu brała pod uwagę konieczność przyspieszenia wzrostu gospodarczego w krótkim terminie (obniżając stopy), dbając jednocześnie o równowagę gospodarki w dłuższym okresie. Pod warunkiem jednak, iż rząd zobowiąże się do przedstawienia i realizacji planu ograniczenia czy wręcz likwidacji deficytu budżetowego (cięcie wydatków lub utrzymanie ich na dotychczasowym poziomie).

Ktoś powie, że to mało realne, bo rząd na pewno nie dotrzymałby takiej umowy. Możliwe, ale spróbować chyba warto, choćby dlatego, żeby potem przedstawiciele Rady Ministrów nie mogli robić z RPP źródła wszelkiego zła. Ktoś inny może zwrócić uwagę, że oznaczałoby to ograniczenie niezawisłości RPP. Pewnie tak, tyle że niezależność jest m.in. po to, aby czasem w pełni świadomie móc się jej zrzec, jeśli przyniesie to korzyści wszystkim.

Mój pomysł jest może naiwny, a panowie i panie z RPP oraz rządu wymyślą na pewno coś lepszego. Szczerze mówiąc, byłoby bardzo dobrze. Więc, drodzy państwo - dogadajcie się. W przeciwnym wypadku straci na tym albo RPP, albo rząd. Na pewno zaś straci każdy Polak, w tym m.in. ja i moja rodzina. A ich los obchodzi mnie znacznie bardziej niż dogmatyczne spory różnych mędrców.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama