Chyba większość inwestorów była wczorajszej nocy na premierze nowej części "Gwiezdnych Wojen" pod dźwięcznym tytułem "Atak klonów". Widać, że wielu z nich nie mogło potem zasnąć. Wysokie morale sprawiło, że na wczorajszej sesji atak klonów został z sukcesem powtórzony. Tym razem polem bitwy okazał się rynek kasowy, a za nim poszedł rynek kontraktów.

Początek sesji zupełnie nie zapowiadał tego, co miało stać się później. Słabe wyniki opublikowane przez TPS raczej odstraszały od zakupów. Jednak zaraz po rozpoczęciu notowań akcji sytuacja zmieniła się diametralnie. Na TPS pojawił się mocny popyt... i poszło. Najpierw rynek ciągnięty był przez wąską grupę spółek, ale później grupa ta zaczęła się powiększać. Kontrakty nie mogły się temu biernie przyglądać i też rosły, przy czym bez wielkiej werwy (w pewnym momencie baza była ujemna). Widać było niedowierzanie intencjom kupujących. Nie raz widzieliśmy przecież ataki popytu, które szybko się kończyły, wywołując równie szybkie spadki. Tym razem było jednak inaczej.

Na uwagę zasługuje wolumen, który osiągnął wartości nie oglądane od dłuższego czasu. Na serii czerwcowej przekroczył on 20 tys. sztuk. Na akcjach wchodzących w skład indeksu WIG20 obrót wyniósł ponad 320 mln. To pokazuje, że atakujący mają poważne zamiary. Niedowiarków było sporo i to oni generowali podaż. Tak wysoki obrót oraz fakt pokonania przez indeks i kontrakty poziomów oporu pozwalają zaryzykować twierdzenie, że okres marazmu mamy za sobą. Wydaje się, że w wyniku wczorajszego wzrostu doszło do wybicia, na które tak długo czekaliśmy. Martwić może jednak to, że taki komentarz można przeczytać w większości dzisiejszych analiz. Jednomyślność nie sprzyja nowo rodzącemu się trendowi. Pocieszeniem jest wysoka wartość LOP - ciągle wielu graczy liczy na spadki.