Nas interesuje krajowe podwórko, czyli szeroko komentowane

przypadki Stoczni Szczecin i Elektrimu. Zagranica, otrząsnąwszy się po klęsce Enronu, oswaja się z nowym szokiem, jakim jest wymuszona rezygnacja Bernie Ebbersa - twórcy WorldCom. Niewiele zostało z prestiżu tak posągowej postaci, jak Jack Welch, liderujący przez lata General Electric, czyli najbardziej respektowanej firmie amerykańskiej końca XX wieku.

Po drugiej stronie Atlantyku zbladła gwiazda Percy Barnevika z ABB, autentycznego adwokata Polski w latach 90. Walczy o utrzymanie się na powierzchni Jean-Marie Messier - twórca globalnej potęgi Vivendi. Zawaliło się imperium Kirch Media, a kryzys przeżywa wiele innych sztandarowych korporacji Starego Kontynentu. To coś więcej niż wzloty i upadki meteorów nowej ekonomii. To jest, zdaje się, koniec pewnej epoki, która sprzyjała wielkim osobowościom, kreującym z niczego prawdziwą gospodarczą potęgę. Takich właśnie jak Bernie Ebbers, który w parę lat stworzył firmę wycenianą na 175 mld USD (1998-9), a nie było to tylko złudzenie giełdowe, typowe dla przewartościowanych dotcomów. Ebbers odchodził w kwietniu 2002 r., gdy jego dzieło - WorldCom - rynek wycenił na 7 mld USD! Leo Kirch zbudował z niczego najprawdziwsze imperium medialne. Złożył wniosek o upadłość, gdy długi urosły do 6,5 mld USD. Nie sądzę, by szybko wróciło zaufanie do biznesowych kreacji, naznaczonych tak silnie indywidualnością ich twórców.

Polska i cała Europa Środkowowschodnia zna własne przykłady autorskiego dzieła w biznesie. Jak choćby Exbud, Prokom, czy Optimus. Bardzo specyficznym i nie mniej wartościowym dokonaniem jest przekształcenie dużej i uzwiązkowionej firmy państwowej, wrośniętej w RWPG, w konkurencyjne przedsiębiorstwo rynkowe. To się udało Krzysztofowi Piotrowskiemu, Januszowi Szlancie i Piotrowi Soyce w branży stoczniowej. Wpadka w Szczecinie jest ostrzeżeniem i uczy nieufności. Ale nie można wylewać dziecka z kąpielą. Chociaż nieufność wzrosła, zapotrzebowanie na menedżerską wyobraźnię i inicjatywę w Europie postkomunistycznej wcale nie maleje...