Dzisiaj stajemy jednak przed kolejnym faktem, jakim są weekendowe wypowiedzi premiera polskiego rządu. Właściwie nie pozostawił on złudzeń co do tego, że ustawa o NBP będzie zmieniona. Jedyna niewiadoma, to jak głęboko.
Leszek Miller powiedział nawet, że potrzebne są już nie tylko zmiany w ustawie o NBP, ale także w konstytucji. Chodzi oczywiście o te fragmenty, które dotyczącą RPP. Wypowiedź szefa rządu nie pozostawia zatem wątpliwości co do intencji rządu. Czyżby więc dni Rady były rzeczywiście policzone? Dzisiaj zaczyna się posiedzenie Sejmu. Wiele może się w jego trakcie wyjaśnić.
Jak na to wszystko mogą zareagować rynki finansowe? Wzrost napięcia między Radą i Ministerstwem Finansów z powodu sporu o mechanizmy kształtowania kursu złotego sugeruje, że powinniśmy mieć do czynienia ze spadkami. Mam tu przede wszystkim na myśli spadek wartości polskiej waluty. Są bowiem tak naprawdę dwie możliwości. Albo NBP zgodzi się na propozycję Ministerstwa Finansów, albo też nie. Obie są negatywne dla złotego.
W pierwszym przypadku będzie to oznaczało interwencję na rynku. Innej możliwości na szybkie osłabienie złotego właściwie nie ma. No, chyba że chcielibyśmy opóźnić wejście do Unii Europejskiej. To rzeczywiście spowodowałoby odpływ kapitału, choć z pewnością nie na długo. Wciąż przecież w perspektywie kilku lat Polska miałaby się w UE znaleźć. To rozwiązanie jest jednak dość mało prawdopodobne.
Dokonujemy więc interwencji. Niestety, problem polega na tym, że nie można by się było ograniczyć do jednej. Większość dealerów jest zgodna, że w grę musiałaby wchodzić długotrwała penetracja rynku. W praktyce oznacza to konieczność "wydrukowania" sporej ilości pieniędzy (złotych byłoby coraz więcej, jednocześnie rosłyby rezerwy walutowe).