South African Breweries czy brytyjski Scottish & Newcastle, muszą zdecydować się na fuzje z dużymi partnerami, względnie uzupełniające przejęcia na obecnych lub nowych rynkach. W przeciwnym razie mogą bowiem wypaść ze światowej czołówki.
Na tym tle w dość trudnej sytuacji znalazł się Carlsberg. Wprawdzie poprawił on ostatnio efektywność oraz pomyślnie rozwija działalność na rynku rosyjskim i w Azji, ale nie zdołał włączyć się do procesu konsolidacji.
Zdaniem analityków, podstawową przeszkodę stanowi kłopotliwa struktura własnościowa. Dwa lata temu Carlsberg połączył się z norweską Orklą, tworząc joint venture o nazwie Carlsberg Breweries. Duńczycy mają w nim 60-proc. udział, a reszta należy do Norwegów. Pozytywnym efektem fuzji było przejęcie przez Carlsberga 50% akcji Baltic Beverage Holding, do którego należy 12 browarów na terenie dawnych republik radzieckich. Natomiast poważny problem stanowi fakt, że 55-proc. udział w Carlsberg Breweries jest własnością nie nastawionej na zysk fundacji Carlsberg Foundation i dlatego akcje grupy nie znajdują się w obrocie publicznym.
W bieżącym roku uniemożliwiło to zakup fińskiej firmy Hartwall, do której należał 50-proc. udział w Baltic Breweries Holding. Carlsberg Breweries nie mogła bowiem zapłacić własnymi akcjami, a dla jego udziałowców - Carlsberga i Orkli - była to zbyt duża transakcja. W rezultacie stracono okazję i Hartwall został przejęty przez Scottish & Newcastle.
W tych warunkach Carlsberg Breweries może sobie pozwolić na zakupy o umiarkowanej wartości, finansując je kredytami, względnie emisjami akcji lub obligacji swych udziałowców. Analitycy uważają, że nawet wprowadzenie akcji grupy na giełdę nie rozwiąże problemu bez radykalnej zmiany struktury własnościowej.