Opublikowane dane o sprzedaży detalicznej w Polsce potwierdziły, że na razie trudno mówić o ożywieniu. Po wzroście o 9,9% w ujęciu rocznym w marcu, teraz mamy poprawę jedynie o 3,1%. Faktem jest, że marcowy wzrost był przede wszystkim związany ze świętami Wielkiej Nocy, ale faktem jest również, że także w lutym wskaźnik był wyższy niż w kwietniu.
Poza tym dowiedzieliśmy się, że spadła stopa bezrobocia. To nie jest niespodzianka, rozpoczął się bowiem okres prac sezonowych (budownictwo, rolnictwo, turystyka itd.). Wszystko wskazuje na to, że pod koniec roku będzie jednak znacznie gorzej. Wciąż prawdopodobne jest, że przekroczymy 20%.
Rynek złotego właściwie nie reagował na te informacje. Było jeszcze spokojniej niż przedwczoraj. Kurs dolara prawie przez cały dzień oscylował wokół 4,09 zł, kurs euro zaś w okolicach 3,78 zł. Odchylenie wynosiło 8,7%. Pod sam koniec notowań doszło do wzrostu. W ostatnich transakcjach za USD płacono 4,09 zł, za euro 3,76 zł, odpowiadało to 9%. Poziomy otwarcia to 4,09 zł, 3,779 zł i 8,7%.
A co nas czeka w piątek? Wiele będzie zależało od tego, jak będzie przebiegać debata nad projektem nowelizacji ustawy o NBP. Jeżeli inwestorzy dojdą do wniosku, że szykują się duże zmiany, złoty zapewne straci.
Na rynku euro doszło do korekty. Ale większość analityków uważa, że miała ona techniczny charakter. Zaczynaliśmy z 0,924 USD. Po dwóch godzinach dotarliśmy nawet na 0,926, ale potem było już znacznie gorzej. O 15.00 osiągnęliśmy 0,918. Kończyliśmy na 0,9195.