Stany Zjednoczone
Imponujący wzrost amerykańskiego PKB w I kwartale tego roku, po nadspodziewanie dużej aktywności największej na świecie gospodarki kwartał wcześniej, jednoznacznie pokazał, że najgorsze jest już za nami. Ameryka ponownie wkracza na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego. Trudno znaleźć obecnie powątpiewających, że z takim właśnie trendem mamy do czynienia. Osią podziału jest natomiast trwałość dobrej koniunktury. Sceptycy uważają, że przy rekordowym zadłużeniu gospodarstw domowych, niepewnej sytuacji geopolitycznej i słabości innych regionów na świecie obecne ożywienie gospodarcze należy mierzyć w kwartałach (jak sądzą, potrwa ono 3-6 kwartałów). Według nich, odwrót ze ścieżki ożywienia gospodarczego powinien nastąpić najdalej w przyszłym roku. Optymiści z kolei twierdzą, że olbrzymie impulsy monetarny i fiskalny są w stanie wygenerować wysoki wzrost PKB w perspektywie dłuższej - liczonej w latach. W tym momencie z pewnością mniej ryzykownym stanowiskiem jest to, które przedstawiają sceptycy. Zresztą rynki akcji, czyli de facto inwestorzy, w większości przypadków instytucjonalni, zdają sobie sprawę z ryzyk drzemiących w optymistycznych scenariuszach. I odpowiednio reagują - przeważnie wyprzedażą walorów, co ilustrują spadki najważniejszych indeksów rynków akcji za oceanem. Największe straty ponieśli posiadacze akcji technologicznych, ponieważ Nasdaq Composite stracił prawie 6%. Po osiągnięciu okolic 1 550 pkt. indeks tzw. nowej ekonomii wszedł w fazę dynamicznej zwyżki. Ku rozczarowaniu strony popytowej, zwyżka ta była jedynie korektą wielotygodniowej fali przeceny. Strefa oporu na poziomie 1720-1750 pkt. (minimum lokalne z lutego tego roku, a także SK-50) negatywnie zweryfikowała plany byków. Niepowodzenie strony popytowej na tym poziomie oznacza, że test dna z 7 maja (1574 pkt.) jest coraz bliższy. Średnia przemysłowa (DJIA), skupiająca zasadniczo spółki tzw. starej ekonomii, spadła prawie 4%. Tak duży spadek indeks ten zanotował ostatnio w styczniu br. Styczniowa zniżka nie wiązała się wprawdzie z zakończeniem wzrostów, zainicjowanych po tragedii wrześniowej, ale była początkiem końca impetu byków. Tym razem nie wydaje się, aby spadki na DJIA były korektą przed ustanowieniem kolejnego szczytu. Przed dotkliwymi spadkami średnią przemysłową chroni strefa wsparcia na wysokości 9600-9800 pkt. (minima lokalne ze stycznia i maja).
Mimo napływu od kilku tygodni danych makro świadczących, że gospodarka wychodzi na prostą, i utrzymania neutralnego nastawienia przez Fed, inwestorzy nie kwapią się do aktywnych zakupów. Efektem przyspieszenia wzrostu gospodarczego będzie poprawa zysków amerykańskich korporacji. To jasne. Według obliczeń analityków niezależnej agencji Ned Davis Research, P/E spółek indeksu S&P 500 na koniec kwietnia wynosiło 54 pkt. Średnie P/E z ostatnich 25 lat dla tego indeksu wyniosło niecałe 18 pkt. Co ciekawe, w dniach z przełomu 2000 i 2001 roku średnie P/E wynosiło 25 pkt. Nie odbiegało zatem tak wyraźnie od 25-letniej średniej. Może zatem tak wysoki obecny wskaźnik P/E jest następstwem optymistycznego postrzegania przyszłych zysków firm? Z pewnością dzięki dodatniej dynamice EPS wskaźnik P/E zmniejszy się. Niestety, przy tym poziomie indeksu rynku szerokiego nie sposób pozbyć się obaw, że to wciąż zbyt mało, aby P/E dla S&P 500 choćby zbliżyło się do 25-letniej średniej. A to znaczyłoby, że jest wciąż drogo i poprawa wyników za wiele nie pomoże.To prawda, że spółki amerykańskie są coraz bardziej rentowne. W I kwartale 2002 r. zyski netto stanowiły średnio 8,8% PKB wytwarzanego przez firmy. To wyraźnie więcej niż w dołku cyklu z okresu lipiec-wrzesień 2001 r., kiedy wskaźnik ten wyniósł 7,5%. Analitycy Merrill Lynch oszacowali, że poprawa o 1 pkt. proc. tego wskaźnika poprawia zyski przed opodatkowaniem przedsiębiorstw o dodatkowe 12%. To sporo. Analitycy tego największego banku inwestycyjnego w Stanach Zjednoczonych (uważani za optymistów i często przeciwstawiani "niedźwiedzio" nastawionym ekspertom z Morgan Stanley Dean Witter) spodziewają się, że EPS wzrośnie w tym roku o 21%, natomiast w następnym 19%. To wciąż zbyt mało, aby sprowadzić P/E do poziomu choćby zbliżonego do wieloletniej średniej S&P 500.
Rynek zachowuje się tak, jakby zdawał sobie powagę z mocno wyśrubowanych wycen przyszłych zysków. Szkoda, że doszło do tego dopiero teraz.
Japonia