Przedstawiciele Espebepe złożyli podanie o uchylenie decyzji sądu, uznając, że podstawę do podjęcia takiego kroku stanowi wycofanie przez wierzycieli wniosków o upadłość. Sąd Rejonowy najwyraźniej nie uwzględnił jednak tych przesłanek (uzasadnienie ma być dzisiaj opublikowane) i teraz prześle sprawę do Sądu Okręgowego. W jego gestii będzie leżało wydanie prawomocnego postanowienia o upadłości Espebepe bądź odesłanie sprawy do ponownego rozpatrzenia w pierwszej instancji.

Od 14 maja majątkiem spółki dysponuje syndyk masy upadłościowej, który pod koniec ubiegłego tygodnia wypowiedział umowy o pracę 57 pracownikom oraz prezesowi zarządu. Szefowi spółki przysługiwał sześciomiesięczny termin wypowiedzenia. Wczoraj syndyk zdecydował się jednak na dyscyplinarne zerwanie umowy o pracę.

- W uzasadnieniu usłyszałem, że zataiłem przed nim informację na temat szczegółów walnego zgromadzenia akcjonariuszy jednej ze spółek zależnych. Moim zdaniem, nie miałem obowiązku współpracować w tej sprawie z syndykiem. Dla mnie jest oczywiste, że szukał tylko pretekstu, by natychmiast pozbyć się mnie z pracy. Wcześniej namawiał mnie, żeby spółka nie odwoływała się od decyzji sądu, a gdy mimo wszystko uczyniłem to, nakłaniał mnie do wycofania wniosku - powiedział Marek Diering, prezes zarządu Espebepe.

Syndyk odmówił nam komentarza na temat jego ostatnich decyzji.