W znacznej mierze za stosunkowo niewielki poziom poniedziałkowych obrotów odpowiedzialni są inwestorzy londyńscy. A dokładnie - ich brak. To efekt dnia wolnego, związanego z obchodami pięćdziesięciolecia koronacji Elżbiety II. W takiej sytuacji właściwie przez cały dzień byliśmy na poziomie 9,7% powyżej starego parytetu. Zmiany wartości złotego wobec poszczególnych walut wynikały jedynie ze zmian na rynku eurodolara. Przez większą część dnia kurs dolara oscylował wokół 4,03 zł, a wspólnej waluty wokół 3,76 zł. Dopiero pod koniec notowań dotarliśmy do 4,02 zł i 3,77 zł.
Premier Leszek Miller wezwał prezydenta do zwołania Rady Gabinetowej. Czy jest to kolejna próba zmuszenia Rady Polityki Pieniężnej do ustępstw? Być może, ale nikt nie ma złudzeń: RPP na pewno się nie ugnie. Zresztą sytuacja z punktu widzenia rządu jest właściwie patowa. Rada i Narodowy Bank Polski nie godzą się na propozycje Ministerstwa Finansów. Jedyną możliwością zmiany stanowiska władz monetarnych jest w takiej sytuacji ich zmiana. Oczywiście moglibyśmy wyobrazić sobie rozwiązanie kompromisowe. Np. RPP obniża stopy, bo rząd postanawia ograniczyć wyraźnie przyszłoroczny deficyt budżetowy. Tyle tylko, że w obecnej sytuacji takie rozwiązanie jest mało prawdopodobne. Wróćmy więc do koncepcji zmiany władz monetarnych. Aby tego dokonać, trzeba w najlepszym razie zmienić ustawę o NBP (w najgorszym, całą konstytucję). Takie działania wywołałyby jednak zdecydowaną reakcję władz Unii Europejskiej.
Ponieważ wejście do UE jest jednym z priorytetów rządu Leszka Millera, koło się zamyka. A więc co można zrobić? Prawda jest taka, że niewiele. Chyba że uda się wypracować jakiś kompromis z UE albo że nie wejdziemy do Unii w 2004 roku. Problem pomocnego eksporterom kursu złotego może się sam rozwiązać, jeśli tylko euro będzie w takim tempie zyskiwać wobec dolara (wszystko wskazuje na to, że zbliżamy się do poziomu 4 zł za wspólna walutę).
Zwołanie Rady Gabinetowej ma więc raczej polityczne i psychologiczne znaczenie. I nie jest nakierowane na inwestorów zagranicznych, ale raczej na polskie społeczeństwo.