Złoty osłabił się we wtorek, trudno jednak wytłumaczyć ten spadek jakimiś konkretnymi wydarzeniami czy też informacjami. Wspólna waluta przekroczyła poziom 0,94 USD. Do parytetu coraz bliżej...
Wtorkowa strata złotego nie miała jednak związku z przegraną reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w piłce nożnej (do utraty wartości doszło bowiem jeszcze przed rozpoczęciem meczu). Trudno zresztą tak naprawdę znaleźć przyczynę korekty. Rynek był przede wszystkim bardzo mało płynny. Po części wynikało to z absencji inwestorów londyńskich (drugi dzień święta związanego z obchodami 50-lecia koronacji Elżbiety II), po części zaś z braku aktywności inwestorów krajowych, którym najwyraźniej udzieliła się atmosfera zbliżającego się piłkarskiego święta (mecz rozpoczynał się wczesnym popołudniem). W takich warunkach wystarczyło niewielkie zlecenie (importer?) i doszło do dość wyraźnej zmiany poziomów.
Zaczynaliśmy z 4,01 zł za USD i 3,78 zł za euro. Odchylenie od parytetu wynosiło 9,55%. Pierwsze dwie godziny cechował brak jakichkolwiek zmian. Dopiero około 11.00 przeważyła podaż. O 13.00 osiągnęliśmy wtorkowe minimum. Odchylenie od parytetu osiągnęło 9,2%. Dolar kosztował 4,02 zł, euro zaś 3,80 zł. To najwyższy kurs wspólnej waluty od początku października 2001 roku.
3,80 zł to ważny poziom psychologiczny. Kilku eksporterów wykorzystało go do sprzedaży walut i w efekcie bardzo szybko wylądowaliśmy na 3,79 zł. Dolar wciąż kosztował 4,02 zł, a odchyłka wynosiła 9,3%. Potem niewiele się już działo. Kończyliśmy na 4,021 zł za USD i 3,79 zł za euro, co odpowiadało 9,25% odchylenia od parytetu.
Jeszcze ciekawostka: w trakcie meczu Korea-Polska obroty spadły praktycznie do zera...