Reklama

Na parkiecie jak na boisku

Przegraliśmy z Koreą Płd. 0:2. - Mniej niż zero. Szkoda gadać - komentowali zrezygnowani kibice, opuszczając Empik Pub w Warszawie. Przez 90 minut bezskutecznie zagrzewali przed telewizorem reprezentację narodową do walki.

Publikacja: 05.06.2002 09:31

Atmosfery na parkiecie nie miał kto podgrzewać, bo wszyscy od rana myśleli o meczu. Polska żyła wczoraj pierwszym pojedynkiem narodowej reprezentacji na mistrzostwach świata. Prognozy, typy, marzenia, spekulacje były wszędzie - w gazetach, telewizji, radiu, porannych rozmowach przy kawie, w autobusach i biurach.

10.00 - 13.29

Sesja na GPW zaczęła się od wzrostu. Jednak inwestorom zapału do walki (podsyconego informacją o przekazaniu przez ZUS do OFE znacznych pieniędzy) starczyło tylko na pierwsze 1,5 godziny. Maklerzy walczyli z czasem, aby do godziny zero załatwić wszystkie zlecenia. W miarę zbliżania się do 13.30 handel na parkiecie stopniowo zamierał. Kto mógł korzystał z mundialowego urlopu. Inni błagali szefów o przerwę na czas transmisji. Ludzie nerwowo czekali na pierwszy gwizdek na boisku w Pusan.

13.30 - 13.56

"Polska gola"!, "Polska gola"! - kibice przed telewizorami nie szczędzili gardeł. Każdy oglądał, gdzie mógł. W Al. Jerozolimskich w Warszawie dwóch policjantów zaglądało przez parkan do pubu. Widzieli niewiele. Ekran zasłaniali goście. Słyszeli wszystko - obsługa nastawiła telewizor na maksymalną głośność. W Empik Pub w tłumie młodych kibiców kręciło się kilku dżentelmenów w eleganckich garniturach. Klaskali i skandowali: Polska!!!, Polska!!! Dudek!!!, Dudek!!! Z kilkudziesięciu gardeł równocześnie wyrwał się jęk zawodu, gdy Polacy w 26. minucie stracili pierwszą bramkę. GPW na chwilę zamarła.

Reklama
Reklama

13.57 - 14.30

Do przerwy 0:1. Nie pomogły okrzyki: Dawaj!!! Dawaj!!! - gromko wznoszone przez barczystego mężczyznę w ogródku kawiarenki nieopodal Pałacu Kultury. Gdy sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy, zawiedziony kibic zaklął siarczyście, dopił piwo i wyszedł. - Na co patrzeć. Na tych p... - obrzucił epitetem polskich graczy. Przerwa była dobrym momentem na załatwienie najpilniejszych telefonów. Uliczni kibice mieli czas na ewentualną zmianę punktów śledzenia transmisji.

14.31 - 14.40

Miasto opustoszało. Kierowcy mogli bez trudu przejechać przez, zwykle w godzinach szczytu, najbardziej zatłoczone ulice. - Jeszcze im pokażemy - mówił z nadzieją w głosie uliczny sprzedawca pączków, który słuchał relacji w radiu przystawionym do ucha.

W biurach maklerskich panował spokój. W DM BOŚ kilku inwestorów przerzucało wzrok z notowań giełdowych na telewizor. I tu, i tu nie działo się nic ciekawego. Aż do 53. minuty spotkania, gdy Polacy stracili drugą bramkę. Nadzieja uszła z kibiców z jękiem rozpaczy.

14.41-15.15

Reklama
Reklama

Koreańczycy trzymali się mocno, a nasi nie dawali rady. Nie wykorzystali kilku poważnych sytuacji. - Mniej niż zero. Szkoda gadać - stwierdził młody kibic opuszczając Empik Pub. - Zmarnowany dzień. Wielkie, rozbudzone nadzieje. Ile to mieliśmy wygrać? - złościł się. Tego dnia do udanych nie zaliczą też inwestorzy z Giełdy Papierów Wartościowych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama