Gent przyczynił się do rekordowych notowań spółki w 2000 r., kupując za 172 mld USD niemieckiego konkurenta Mannesmanna. Razem z rywalami wydał 100 mld USD na licencje szybszej telefonii komórkowej. I teraz, mimo że wprowadzenie tej usługi opóźnia się, a przyrost abonentów maleje, Gent zapowiada, że będzie szykował pieniądze na zakupy nowych aktywów w spółkach telefonii bezprzewodowej.
Od początku roku kurs akcji Vodafone spadł o 43%, głównie dlatego, że Gent obniżył prognozy wzrostu. Od lutego 2000 r. wartość rynkowa spółki zmniejszyła się o 199 mld USD, a więc bardziej niż Intela. - Marzy się jakiś zwrot dla akcjonariuszy, co tchnęłoby nieco życia w akcje - powiedział agencji Bloomberga Iain Daly z firmy Charles Stanley & Co., która zaleca sprzedaż akcji Vodafone. - Trudno wyobrazić sobie, jak spółka zamierza poprawić sytuację operacyjną dokonując dalszych zakupów - dodał.
Tylko w minionym tygodniu akcje Vodafone spadły o 8,6%, gdy ten największy europejski operator telefonii komórkowej poinformował o stracie w ub. roku finansowym w wysokości 16,2 mld funtów (23,7 mld USD), też największej z odnotowanych kiedykolwiek przez europejską spółkę. Strata ta zawiera 6 mld funtów odpisów od wartości kupionych aktywów.
W tej sytuacji niektórzy inwestorzy spodziewali się, że dla podwyższenia kursu Vodafone ogłosi skup własnych akcji. Tymczasem Gent, który stworzył tę firmę mającą 101 mln abonentów w 28 krajach, oświadczył w ub. tygodniu, że nie przewiduje takiej operacji przez najbliższe trzy lata albo i więcej.
Zamiast tego 54-letni prezes rozgląda się za nowymi zakupami i to na tych rynkach, gdzie Vodafone już jest, np. we Francji i w Chianch. Zdaniem analityków, brytyjska spółka ma w gotówce ok. 1,8 mld funtów, a z banków może pozyskać kolejne 10 miliardów.