Na czwartkowym otwarciu nowojorskie giełdy odnotowały spadek po tym, jak bank inwestycyjny Merrill Lynch w nocie do klientów obniżył rekomendację dla Intela ze "zdecydowanie kupuj" do "neutralnie". Akcje największego na świecie producenta półprzewodników staniały o 3%. ML skorygował też swoje prognozy zysków dla Texas Instruments i innych producentów podzespołów. Nawet lepsze od spodziewanych dane o spadku bezrobocia w USA nie poprawiły nastrojów, gdyż inwestorzy wciąż obawiają się słabszego tempa wzrostu zysków spółek i ponownie zaniepokoił ich wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie. Dow Jones do godz. 18.00 czasu polskiego spadł o 1,49%, a Nasdaq Composite o 2,41%.
Na zachodnioeuropejskich giełdach drożały wczoraj akcje spółek produkujących oprogramowanie komputerowe i firm naftowych. Tym pierwszym pomogły zapewnienia prezesów, że mimo trudnych warunków rynkowych zdołają zrealizować zyski prognozowane przez analityków. Papiery największej w tej branży w Europie niemieckiej spółki SAP zdrożały już przed południem o 4,8% w wyniku środowego oświadczenia jej szefa Hasso Plattera, że nie ma żadnych faktów, które zmuszałyby do obniżenia prognozy na 2002 rok.
Zwyżce kursów koncernów naftowych, przede wszystkim TotalFinaElf i BP, sprzyjał wzrost cen ropy naftowej i podniesienie prognozy ich zysków przez amerykański bank inwestycyjny Goldman Sachs. Ostatecznie pod wpływem pesymizmu zza oceanu paryski indeks CAC-40 zyskał tylko 0,46%, londyński FT-SE stracił 0,63%, a frankfurcki DAX Xetra do 18.00 zyskiwał zaledwie 0,02%.
W Budapeszcie i w Pradze indeksy nieco spadły, natomiast główny wskaźnik moskiewskiej giełdy RTS wzrósł wczoraj o ponad 2%. Przyczyną tej zwyżki był wzrost cen ropy naftowej na giełdzie w Londynie spowodowany zwiększeniem napięcia na Bliskim Wschodzie. Akcje rosyjskich spółek z tej branży kupowano tym chętniej, że wciąż są one tańsze niż ich zachodnich odpowiedników.
Tokijski Nikkei 225 spadł wczoraj o 0,76%, a giełda w Hongkongu zniżkowała o 0,19%.