Reklama

Debiut w Warszawie za 2-3 lata

Z Williamem Careyem, prezesem Central European Distribution Corporation, rozmawia Ewa Bałdyga

Publikacja: 11.06.2002 08:59

Central European Distribution Corporation to spółka zarejestrowana w amerykańskim stanie Delaware, a działająca wyłącznie na terenie Polski (zajmuje się importem alkoholi). Jej przychody ze sprzedaży przekroczyły w zeszłym roku 700 mln zł, w bieżącym mają się zwiększyć prawie dwukrotnie. Szacowany zysk netto na 2002 r. to blisko 25 mln zł. Dlaczego spółka ta jest notowana na amerykańskim NASDAQ, a nie na warszawskiej GPW?

Emisję akcji przeprowadziliśmy przed czterema laty. W 1997 r. notowania akcji na warszawskim parkiecie wyglądały bardzo kiepsko, co zniechęciło nas do wejścia na polską giełdę. Najlepsze warunki oferował nam amerykański rynek NASDAQ. Ofertę w USA przeprowadziliśmy w lipcu 1998 roku, na miesiąc przed wybuchem kryzysu w Rosji. Odetchnęliśmy z ulgą, że nie zaplanowaliśmy sprzedaży akcji na kilka miesięcy później.

Czy podejmował Pan wtedy próby wprowadzenia firmy na polską giełdę?

Tak, jednak nie były one z naszej strony bardzo zdecydowane. Przeprowadziliśmy w tej sprawie kilka spotkań, ale nic z tego nie wyszło.

Czy już po emisji akcji na NASDAQ myślał Pan o wejściu na warszawski parkiet?

Reklama
Reklama

Chcieliśmy pozyskać dodatkowy kapitał emitując PDR-y, czyli Polskie Kwity Depozytowe. Nie do przejścia okazały się jednak bariery prawne. Powstawały zupełnie nowe regulacje w tej sprawie, w praktyce nie sprawdzone jeszcze przez nikogo.

Kiedy prowadził Pan rozmowy w sprawie notowania PDR-ów na GPW?

W 1999 i 2000 roku. Myślę, że częściowo pewien brak zainteresowania emisją naszych PDR-ów wynikał z internetowego boomu, jaki można było wtedy obserwować. Inwestorzy nie chcieli kupować akcji spółek starej ekonomii o solidnych podstawach. Nad programem PDR-ów pracowaliśmy wspólnie z bankiem inwestycyjnym CAIB Bank Austria. Postanowiliśmy jednak zakończyć prace w tym zakresie i wrócić do nich w okresie lepszej koniunktury.

Czy jest Pan zadowolony z decyzji o wyborze NASDAQ na miejsce notowania akcji CEDC?

Jak najbardziej. Kurs papierów CEDC od pierwszego notowania wzrósł z 6,50 USD do 18 USD, czyli o 178%. Dzienna wartość obrotów naszymi akcjami w Nowym Jorku wynosi 1 mln USD. Na tamtejsze warunki to bardzo mało. W Warszawie dałoby to nam jednak 7. miejsce pod względem wartości obrotów.

Dlaczego więc nie wrócić do pomysłu wejścia na warszawską giełdę?

Reklama
Reklama

Po prostu z powodu zbyt niskiej płynności tego parkietu. Na razie plany w tej sprawie odłożyłem na 2-3 lata. W Polsce pojawia się sporo nowych środków na rynku kapitałowym, które pochodzą od otwartych funduszy emerytalnych. Jednak instytucje te są głównie zainteresowane przedsiębiorstwami o bardzo wysokiej kapitalizacji, więc nie sądzę, żebyśmy sprostali ich oczekiwaniom.

To nie do końca prawda. Fundusze emerytalne coraz częściej poszukują mniejszych firm, które są w stanie przynieść wysoką stopę zwrotu z inwestycji. Blue chipy, jak pokazał chociażby przykład Elektrimu, nie zawsze są najlepszym wariantem inwestycyjnym.

Tak, jednak fundusze emerytalne muszą kupować najpłynniejsze walory. A takich w Warszawie jest niewiele. Myślę, że gdybyśmy wprowadzili nasze akcje jedynie na polską giełdę, to dzienne obroty nimi nie wynosiłyby, jak obecnie na NASDAQ, 1 mln USD. Byłyby sporo niższe.

Jeszcze 3 lata temu myślałem, że może zrobiliśmy błąd decydując się na notowanie naszych akcji jedynie w Nowym Jorku. Teraz jednak mam pewność, że decyzja sprzed pięciu lat była słuszna.

Co się, Pańskim zdaniem, zmieni na naszej giełdzie po jej przystąpieniu do jednego z europejskich aliansów?

Dostęp do nowych inwestorów powinien zagwarantować zwiększenie zainteresowania polskimi walorami i w efekcie wpłynąć na wzrost ich płynności.

Reklama
Reklama

Jakich konsekwencji dla gospodarki spodziewa się Pan po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej?Myślę, że wejście do Unii jest bardzo dobrym kierunkiem w rozwoju polskiej gospodarki. Będzie to również korzystne dla kierowanej przeze mnie firmy, ponieważ większość sprowadzanych przez nas produktów będzie tańsza, a przez to bardziej atrakcyjna dla polskich konsumentów. Oczekuję bowiem spadku opłat parapodatkowych, np. akcyzy, która obecnie jest w Polsce horrendalnie wysoka. Proszę zauważyć, że butelka wódki kosztuje w Polsce i np. w Niemczech tyle samo. Przecież to absurd, ponieważ siła nabywcza Polaków jest sporo niższa.

Poza tym, wejście Polski do Unii Europejskiej stwarza nam szanse wyjścia z recesji, z którą się obecnie ewidentnie borykamy. Przykładem dla nas powinna być Hiszpania i Grecja, które do UE przystąpiły sporo wcześniej. Myślę, że będziemy podążali ścieżką, jaką przechodzą te kraje.

Kto jest pozostałym udziałowcem firmy?

11% akcji posiada Jeff Petersen, z którym zakładałem firmę. 20% kapitału należy do właścicieli hurtowni, które przejmowaliśmy. Obecnie posiadamy w Polsce 5 spółek dystrybucyjnych, na których przejęcie wydaliśmy około 20 mln dolarów, plus te właśnie akcje. Pozostałe walory są notowane na amerykańskim NASDAQ.

W świetle prawa CEDC to amerykańska spółka. 20-proc. udział polskiego kapitału świadczy jednak, że nie do końca...

Reklama
Reklama

Głównym aktywem CEDC są polskie spółki dystrybucyjne. Na Florydzie mamy biuro, w którym są zatrudnione 2 osoby. Ich zadaniem jest kontaktowanie się z amerykańskimi inwestorami. W Polsce z kolei, oprócz centrali w Warszawie, mamy 43 lokalne biura. Zatrudniamy tutaj 1400 osób, w tym zaledwie 3 obcokrajowców.

W Polsce płacimy podatki, które de facto są niższe niż na Florydzie. Nie mamy żadnych spółek w rajach podatkowych. Uważam, że polski system fiskalny jest na tyle liberalny, że stać nas na płacenie podatków bez konieczności szukania luk w prawie. Moje zastrzeżenie budzi jedynie, jak zaznaczyłem wcześniej, horrendalna wysokość akcyzy.

Co Pana sprowadziło do Polski?

Na początku lat 90., wraz z ojcem i partnerem, założyliśmy spółkę Carey Sp. z o.o. Kupowaliśmy w Polsce bydło i sprzedawaliśmy je do Europy. Eksportowaliśmy głównie krowy, które były w tym czasie bardzo tanie w porównaniu z amerykańskimi. Byliśmy pierwszym konkurentem Animeksu w walce o Polski rynek.

A od krów prosta droga do alkoholi?

Reklama
Reklama

Nie do końca. Jednak przebywając głównie w Polsce szybko zorientowałem się, że jest to olbrzymi rynek i można stąd nie tylko eksportować, ale też importować.

Pomysł dystrybucji markowych alkoholi narodził się szybko, ponieważ dostrzegłem, że konsumpcja polegała przede wszystkim na spożywaniu wysokoprocentowych trunków, często o nie najlepszej jakości. Dostrzegłem wyraźną niszę i postanowiłem ja zagospodarować.

Jak powstała firma CEDC?

Z czasem firma Carey potrzebowała kapitału na dalszy rozwój. Dlatego rozpoczęliśmy poszukiwania najbardziej korzystnych sposobów jego zdobycia. Zmieniliśmy strukturę firmy Carey, przekształcając ją w CEDC i wprowadziliśmy jej walory na NASDAQ.

Jak długo mieszka Pan w Polsce?

Reklama
Reklama

Od 12 lat.

Zamierza Pan wrócić do USA?

Jeszcze nie pojąłem decyzji, gdzie będę mieszkał. Mam żonę Polkę i 5-letnią córkę, czuję się związany z Polską. Spędzam tu ponad 10 na 12 miesięcy każdego roku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama