Central European Distribution Corporation to spółka zarejestrowana w amerykańskim stanie Delaware, a działająca wyłącznie na terenie Polski (zajmuje się importem alkoholi). Jej przychody ze sprzedaży przekroczyły w zeszłym roku 700 mln zł, w bieżącym mają się zwiększyć prawie dwukrotnie. Szacowany zysk netto na 2002 r. to blisko 25 mln zł. Dlaczego spółka ta jest notowana na amerykańskim NASDAQ, a nie na warszawskiej GPW?
Emisję akcji przeprowadziliśmy przed czterema laty. W 1997 r. notowania akcji na warszawskim parkiecie wyglądały bardzo kiepsko, co zniechęciło nas do wejścia na polską giełdę. Najlepsze warunki oferował nam amerykański rynek NASDAQ. Ofertę w USA przeprowadziliśmy w lipcu 1998 roku, na miesiąc przed wybuchem kryzysu w Rosji. Odetchnęliśmy z ulgą, że nie zaplanowaliśmy sprzedaży akcji na kilka miesięcy później.
Czy podejmował Pan wtedy próby wprowadzenia firmy na polską giełdę?
Tak, jednak nie były one z naszej strony bardzo zdecydowane. Przeprowadziliśmy w tej sprawie kilka spotkań, ale nic z tego nie wyszło.
Czy już po emisji akcji na NASDAQ myślał Pan o wejściu na warszawski parkiet?