Reklama

Uciekające zlecenia na warrantach

Inwestorzy interesujący się rynkiem warrantów mają niekiedy do czynienia z nietypowymi sytuacjami. Zdarza się, że makler wystawia, a następnie wycofuje zlecenia, wprowadzając tym samym w błąd graczy. Jeden z nich poprosił poprosił o interwencję KPWiG. Komisja przyznała mu rację i powiedziała, że... nic nie może zrobić.

Publikacja: 12.06.2002 08:39

Większe i mniejsze nieprawidłowości w pracy market makera zajmującego się warrantami DI BRE Banku jeden z klientów BM BPH PBK obserwował już od dłuższego czasu.

Na początku maja market maker wystawił oferty, które odpowiadały inwestorowi. Złożył więc zlecenia pasujące do propozycji specjalisty z BRE. Na swoje nieszczęście zlecenia przekazywał na minutę przed rozpoczęciem sesji. Obie dyspozycje czekały na realizację aż do godz. 10.00. Gdy notowania ruszały, zlecenia wystawione przez specjalistę nagle zniknęły.

Klient BM BPH PBK uznał, iż takie "animowanie" rynku warrantów to nie wspomaganie obrotu (do czego zobowiązany jest market--maker), a wręcz przeciwnie - wprowadzanie w błąd. Postanowił zatem interweniować w KPWiG. Komisja przeanalizowała dokładnie arkusze zleceń i doszła do tych samych wniosków, co inwestor. Jej odpowiedź, niestety, sprowadzała się do tego, że co prawda market maker postępował nieetycznie, ale nie naruszył przepisów. Z formalnego punku widzenia nie można zatem nic mu zarzucić.

Ostatnie wydarzenia przerosły jednak wyobrażenie inwestora. Asekuracyjnie nie składał on zleceń przed sesją, tylko obserwował poczynania animatora. Cały czas ze strony BRE Banku "wisiało" zlecenie kupna 300 warrantów. Inwestor dokładnie 6 sekund po 10.00 przekazał swoją dyspozycję sprzedaży 100 warrantów. Zlecenie pasowało do tego wystawionego przez market makera. Do transakcji jednak nie doszło. Oba zlecenia czekały wspólnie przez 30 sekund po to tylko, by... market maker wycofał swoją dyspozycję. Chwilę później specjalista wystawił kolejną, różniącą się od poprzedniej o 1 zł.

To, co najbardziej zdenerwowało klienta BM BPH PBK, to fakt, że w trakcie wycofywania zlecenia przez market-makera na instrumencie bazowym trwała już sesja. - To podważa zaufanie do rynku i market makerów. Przez takie działania zamiast ułatwiać, utrudnia się zawieranie transakcji - skarży się inwestor.

Reklama
Reklama

W BM BPH PBK, gdzie klient ma rachunek, potwierdzono nam opisany przebieg wydarzeń. Broker postanowił także wystąpić w jego imieniu z prośbą o wyjaśnienie zdarzenia do giełdy. Krzysztof Polak, kierownik zespołu obsługi klientów indywidualnych, stwierdza nawet, że z całą pewnością działanie osoby modyfikującej zlecenie w celu uniknięcia transakcji po godz. 10.00 jest nieetyczne, tym bardziej że następuje już po otwarciu sesji na instrumencie bazowym, a jeszcze przed otwarciem handlu na warrantach.

Marek Suchowolec, specjalista od warrantów w BRE Banku, przyznaje co prawda, że takie sytuacje mogą mieć miejsce, ale to nie jest jakaś szczególna złośliwość market makera, lecz normalna reakcja na wydarzenia rynkowe. - Pierwsze zlecenia wystawiane są przez nas ok. godz. 9.30. Ich parametry wyliczane są na podstawie dostępnych wówczas danych rynkowych. Oznacza to, że w chwili gdy ruszy sesja i pojawią się pierwsze prawdziwe ceny, a nie tylko te teoretyczne, musimy weryfikować założenia - informuje M. Suchowolec.

Korekty wprowadzane są ręcznie do ostatniej chwili. Pozwala na to system banku, który wylicza wartości, jakie wystawić ma market maker i trudno winić specjalistę za to, że stosuje się do zasad swojej pracy. Do jego zadań, oprócz samego podtrzymywania handlu, należy bowiem także utrzymywanie odpowiednich spreadów, czyli różnic pomiędzy ofertami kupna i sprzedaży. Zatem nie można żądać, aby specjalista chciał realizować zlecenia po cenach, o których wie, że są dla niego niekorzystne. Tym bardziej że nie ma żadnych specyficznych przepisów regulujących utrzymywanie spreadów.Co ciekawe, z punktu widzenia market makera BRE Banku, modyfikacja zleceń następuje jeszcze w fazie przed sesją. Handel na kolejnych grupach instrumentów uruchamiany jest bowiem przez Warset systematycznie. Warranty natomiast znajdują się na samym końcu długiej listy. Powstaje zatem paradoksalny układ, w którym ceny są już rynkowe, ale zlecenia odnoszą się jeszcze do wartości teoretycznej. - Z tą specyficzną sytuacją bywa taki problem, że niekiedy to my jesteśmy "łapani" przez inwestorów na niedopasowaniu do rynku, gdy nie zdążymy zmienić zleceń - mówi M. Suchowolec. W opinii K. Polaka, dowodzi to pewnej niedoskonałości systemu Warset.

Giełda wyjaśnia jednak, iż taka jest po prostu specyfika Warsetu. Każdy system uruchamiany jest bowiem sekwencyjnie. A to zajmuje chwilę. Wszelkie przesunięcia w rozpoczynaniu sesji na poszczególnych grupach instrumentów musiałyby się odbyć kosztem innych, bardziej popularnych niż warranty papierów lub kontraktów terminowych.

Co to są warranty

Warranty kupna/sprzedaży to rodzaj zobowiązania emitenta do wypłacenia kwoty rozliczenia, wyznaczonej jako różnica między ostateczną ceną rozliczeniową a ceną wykonania, pomnożona przez liczbę akcji spółki przypadającej na jeden warrant

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama