Większe i mniejsze nieprawidłowości w pracy market makera zajmującego się warrantami DI BRE Banku jeden z klientów BM BPH PBK obserwował już od dłuższego czasu.
Na początku maja market maker wystawił oferty, które odpowiadały inwestorowi. Złożył więc zlecenia pasujące do propozycji specjalisty z BRE. Na swoje nieszczęście zlecenia przekazywał na minutę przed rozpoczęciem sesji. Obie dyspozycje czekały na realizację aż do godz. 10.00. Gdy notowania ruszały, zlecenia wystawione przez specjalistę nagle zniknęły.
Klient BM BPH PBK uznał, iż takie "animowanie" rynku warrantów to nie wspomaganie obrotu (do czego zobowiązany jest market--maker), a wręcz przeciwnie - wprowadzanie w błąd. Postanowił zatem interweniować w KPWiG. Komisja przeanalizowała dokładnie arkusze zleceń i doszła do tych samych wniosków, co inwestor. Jej odpowiedź, niestety, sprowadzała się do tego, że co prawda market maker postępował nieetycznie, ale nie naruszył przepisów. Z formalnego punku widzenia nie można zatem nic mu zarzucić.
Ostatnie wydarzenia przerosły jednak wyobrażenie inwestora. Asekuracyjnie nie składał on zleceń przed sesją, tylko obserwował poczynania animatora. Cały czas ze strony BRE Banku "wisiało" zlecenie kupna 300 warrantów. Inwestor dokładnie 6 sekund po 10.00 przekazał swoją dyspozycję sprzedaży 100 warrantów. Zlecenie pasowało do tego wystawionego przez market makera. Do transakcji jednak nie doszło. Oba zlecenia czekały wspólnie przez 30 sekund po to tylko, by... market maker wycofał swoją dyspozycję. Chwilę później specjalista wystawił kolejną, różniącą się od poprzedniej o 1 zł.
To, co najbardziej zdenerwowało klienta BM BPH PBK, to fakt, że w trakcie wycofywania zlecenia przez market-makera na instrumencie bazowym trwała już sesja. - To podważa zaufanie do rynku i market makerów. Przez takie działania zamiast ułatwiać, utrudnia się zawieranie transakcji - skarży się inwestor.