Na ostateczny wyrok, który zostanie ogłoszony 9 września, Bond poczeka w więzieniu - sędzia obawiał się bowiem, że pozostawiony na wolności ucieknie za granicę. Za popełnione przestępstwa grozi mu 9-11 lat więzienia.
Sprawa nabrała sporego rozgłosu, gdyż Bond uchodził za finansowego guru i przed wybuchem afery w 1999 r. był częstym gościem w prestiżowych finansowych programach telewizyjnych. Nie bez znaczenia okazał się także aspekt rasowy - Bond był jednym z niewielu znanych czarnoskórych doradców finansowych na Wall Street.
Gdy przebywał na zwolnieniu za kaucją po oskarżeniu o korupcję dopuścił się kolejnych przestępstw, przywłaszczając sobie zyski z operacji giełdowych zlecanych przez swoich klientów. Bardziej lukratywne operacje wpisywał po prostu na własne konto. Praktyka ta nazywana jest na Wall Street "cherry picking" (dosł. zrywanie czereśni). Oszustwo nie wyszłoby zapewne na jaw, gdyby nie pazerność oskarżonego, który przepisywał na siebie aż 90% zyskownych operacji. Bond zarządzał w tym czasie około 600 mln USD 25 wielkich klientów instytucjonalnych, w tym kilkoma dużymi planami emerytalnymi. Praktyka ta trwała aż do aresztowania Bonda latem 2001 r. Do tego czasu konto Bonda wzbogaciło się o 6,7 mln USD, a jego klienci stracili 56 mln USD. Pieniądze posłużyły Bondowi do zakupu 75 luksusowych samochodów i rezydencji na Florydzie.
Bondowi nie udowodniono jeszcze przejęcia 7 mln USD w formie łapówek od maklerów giełdowych, którym napędzał klientów. Ta afera, mimo że ujawniona wcześniej (w 1999 r.), czeka jeszcze na swoje sądowe rozstrzygnięcie.