Dwunastu sędziów przysięgłych w toczącym się w Houston procesie przeciwko Arthur Andersen nie jest w stanie podjąć jednogłośnie decyzji w sprawie winy spółki audytorskiej. Sędzia Melinda Harmon nie unieważniła jednak procesu i zażądała od ławy przysięgłych dalszego kontynuowania obrad.

Harmon przypomniała przysięgłym o ich obowiązkach i nakazała ponowne przejrzenie przedstawionego podczas procesu materiału dowodowego. W amerykańskim systemie prawnym jest to najostrzejsza reprymenda, jakiej sędzia prowadzący proces może udzielić ławnikom. Alternatywą dla osiągnięcia jednomyślnego werdyktu jest uznanie procesu za nieważny (mistrial). Prokuratura może wówczas wystąpić o powtórzenie procesu lub próbować dogadać się z obroną w sprawie łagodniejszego wymiaru kary.

Ławnicy obradowali przez siedem dni z rzędu i najwyraźniej nie byli przekonani, iż prokuratura udowodniła "ponad wszelką wątpliwość" łamanie prawa przez audytora. Arthur Andersen został oskarżony o utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości i celowe niszczenie dokumentów bankrutującego Enronu. Prokuratura utrzymywała, że decyzję o usunięciu danych i dokumentów kierownictwo Andersena podjęło z premedytacją - mając świadomość, że komisja giełdy i papierów wartościowych wszczęła już nieformalne dochodzenie w sprawie przyczyn upadku energetycznego kolosa. Władze spółki audytorskiej obawiały się pogłębienia kłopotów swojej firmy, która znalazła się na celowniku SEC w związku z kontrolami w firmie Waste Management Inc. Na Andersenie ciążyły też oskarżenia o konflikt interesów w przypadku równoczesnego prowadzenia audytów i doradztwa finansowego dla różnych spółek.

Na Wall Street wynik procesu jest komentowany jako porażka rządu federalnego. Przed rozpoczęciem sprawy powszechnie uważano, że z udowodnieniem winy Andersenowi nie będzie żadnych problemów. Świadkiem koronnym w sprawie był członek władz spółki audytorskiej David B. Duncan, który zdecydował się na współpracę z prokuraturą w zamian za złagodzenie kary.

W przypadku wyroku skazującego kierownictwu Andersena grozi raczej symboliczna kara 500 tys. USD grzywny. Dużo groźniejsza jest jednak możliwość cofnięcia AA licencji na prowadzenie audytów na terytorium USA. Pogorszyłoby to jeszcze bardziej sytuację Andersena, który po wybuchu afery Enronu utracił dziesiątki klientów i ulega stopniowej dezintegracji.