Od początku czerwca zachodnie rynki akcji jednoznacznie sygnalizują swe narastające wątpliwości co do realności powszechnie oczekiwanego w II półroczu globalnego ożywienia gospodarczego. Rynek akcji jest najlepszym ze znanych "wskaźników wyprzedzających" koniunkturę w realnej gospodarce, a zatem ostatnie wyłamania głównych indeksów zachodnich rynków w dół z wielomiesięcznych konsolidacji sugerują, że rację mieli ci nieliczni ekonomiści, którzy prognozowali nadejście jeszcze w tym roku kolejnej fali słabości gospodarczej na świecie. Wczorajsze dane z USA, o niespodziewanie silnym (0,9%) spadku sprzedaży detalicznej w maju, można odebrać jako potwierdzenie tych obaw i sygnał, że dotychczasowa niesłychana odporność rekordowo zadłużonego amerykańskiego konsumenta podtrzymująca ogólny popyt w gospodarce zaczyna jednak słabnąć.

Ponowne osłabienie koniunktury gospodarczej na świecie z czasem musiałyby dotknąć również nasz rynek, na którym obecna wycena akcji wydaje się już uwzględniać raczej optymistyczne założenia co do przyszłości. Gospodarczemu "double dip" na świecie (a przynajmniej w USA) odpowiadałyby "podwójne dna" na głównych indeksach, co stworzyłoby sytuację, w której wycena polskich akcji na poziomie o 35% wyższym od ubiegłorocznego dna bessy wymagałaby specjalnego uzasadnienia. Trzeba zauważyć, że w przypadku braku ożywienia gospodarczego oczekiwanie jedynie testowania przez rynki akcji na świecie ubiegłorocznych minimów jest założeniem mocno optymistycznym. Obecna wycena akcji w USA (P/E dla S&P 500 za ostatni rok w okolicach 50) nadal wskazuje na silne przewartościowanie, które mogłoby być zlikwidowane albo przez powrót wieloletniego boomu gospodarczego, albo spadek cen akcji do poziomów sprzed dekady. Jakkolwiek krótkoterminowe wyprzedanie zachodnich rynków stwarza warunki dla ukształtowania się ruchów powrotnych, to jednak zachowanie wskaźników sentymentu raczej nie sugeruje bliskości dołka, o znaczeniu porównywalnym do tego z września 2001 roku.