Już drugi dzień z rzędu drożała w czwartek ropa naftowa. Przyczyniło się do tego przede wszystkim wzrastające prawdopodobieństwo strajku pracowników sektora naftowego w Norwegii, kraju który jest trzecim co do wielkości na świecie eksporterem tego surowca.
Jeśli zostaną wprowadzone w życie ostrzeżenia związków zawodowych, że w poniedziałek rozpocznie się strajk, wówczas - według szacunków - dostawy ropy na światowe rynki z Norwegii mogą się zmniejszyć nawet o 5%. Kolejnym czynnikiem, który przemawiał wczoraj za zwyżką notowań ropy, były zapewnienia sekretarza generalnego OPEC Ali Rodrigueza, iż podjęte zostaną działania mające na celu zdyscyplinowanie niektórych krajów członkowskich tej organizacji dostarczających na rynek więcej ropy, niż przewidują ustalenia. Chodzi przede wszystkim o Iran, Arabię Saudyjską oraz Wenezulę. Każdy z tych krajów produkuje o ok. 5% ropy więcej, niż powinien. Co ciekawe, prezesem wenezuelskiego państwowego koncernu naftowego Petroleos de Venezuela jest właśnie Ali Rodriguez, ustępujący właśnie ze stanowiska sekretarza generalnego OPEC. Na International Petroleum Exchange w Londynie baryłka ropy gatunku Brent kosztowała w końcu czwartkowej sesji prawie 24 USD, wobec 23,5 USD dzień wcześniej.
O ponad 1% staniało wczoraj na europejskim rynku złoto. Duży wpływ na to miały wahania na rynkach walutowych. Umocnienie się dolara względem euro spowodowało, że kruszec ten stał się relatywnie droższy dla inwestorów na Starym Kontynencie i część z nich postanowiła zamknąć pozycje. Warto zauważyć jednak, że przeciw silniejszej przecenie złota przemawia dekoniunktura panująca na rynkach akcji, w związku z czym wielu graczy wciąż woli lokować kapitały w uważany za bezpieczną inwestycję - kruszec. Coraz częściej słyszy się w bankach inwestycyjnych czy domach maklerskich o inwestycjach w złoto i taka tendencja prawdopodobnie będzie się utrzymywać, a nawet liczba amatorów "bezpiecznych aktywów" może rosnąć.
Nieznacznie zmieniały się notowania miedzi na londyńskiej giełdzie metali. W kontraktach trzymiesięcznych tona tego surowca kosztowała w czwartek 1675 USD, wobec 1672 USD w środę. Wbrew przewidywaniom, główne metale nie zareagowały wyraźnie na najnowsze dane makroekonomiczne opublikowane w Stanach Zjednoczonych, mówiące o cenach hurtowych i sprzedaży detalicznej. W codziennym raporcie publikowanym przez analityków Barclays Capital, napisano, że na rynku dominują obecnie spekulanci i w krótkim terminie mogą oni pozbywać się kontraktów na miedź, co spowoduje ich przecenę.