Piątkowe sesje w USA rozpoczęły się od dużych spadków. Poważny niepokój na rynku, który i tak od dłuższego czasu jest w kiepskiej kondycji, wywołał wybuch samochodu-pułapki przed amerykańskim konsulatem w Karaczi. Dzień wcześniej wizytę zakończył tam amerykański sekretarz obrony Donald Rumsfeld.
Nastroje na rynku pogorszyły się jeszcze bardziej po podaniu informacji o znacznym spadku wskaźnika optymizmu wśród amerykańskich konsumentów. Indeks ten, opracowywany przez Uniwersytet Michigan, spadł w czerwcu do 90,8 pkt. z 96,9 w maju. W ciągu pierwszej pół godziny notowań Dow Jones spadł o ponad 1,81%, Nasdaq Composite prawie o 3%, a szerszy indeks Standard & Poor's 500 przejściowo stracił 2,5% i znalazł się poniżej tysiąca punktów - po raz pierwszy od 27 września ub.r.
Na złe wieści z Ameryki dość gwałtownie zareagowały też największe europejskie giełdy. Indeks Eurotop 300 spadł o 3,94%, a Euro Stoxx 50 o 4,04%. Wkrótce po opublikowaniu wskaźnika Uniwersytetu Michigan frankfurcki DAX i paryski CAC-40 traciły po ponad 4%.
Złe nastroje inwestycyjne szybko zapanowały też w Warszawie. WIG stracił w piątek 2%, podczas gdy w całym zeszłym tygodniu indeks warszawskiej giełdy spadł prawie o 2,5%. WIG20 zniżkował o 2,7%, w ubiegłym tygodniu o 3%. Największe spadki miały miejsce w przypadku akcji giełdowych banków, biorących udział w konsorcjum, które udzieliło kredytów upadającej Stoczni Szczecińskiej.
Przecena akcji na warszawskiej giełdzie była sporo mniejsza niż na zagranicznych giełdach. Zdaniem analityków, taka sytuacja wynika z dużego zaangażowania Otwartych Funduszy Emerytalnych w walory polskich spółek, które działają stabilizująco na notowania.n J.B.,