Opublikowane w ubiegłym tygodniu informacje o lepszym od spodziewanego wzroście zamówień na dobra trwałego użytku oraz o zaskakująco dużym spadku bezrobocia w maju - mogłyby w innych, mniej ciekawych czasach, stać się katalizatorem giełdowych zwyżek. Czasy mamy jednak interesujące - jeżeli spada napięcie w Kaszmirze, to przypominają o sobie islamscy terroryści, albo wychodzi na jaw kolejna afera finansowa, tym razem sprokurowana przez Dennisa Kozlowskiego, szefa Tyco. Czy należy się zatem dziwić, że nastroje konsumentów nabierają - zgodnie z raportem ekonomistów uniwersytetu stanu Michigan - coraz bardziej pesymistycznych akcentów? Przekłada się to na spadek poziomu zakupów detalicznych, a więc na słabnięcie 2/3 aktywności ekonomicznej rejestrowanej w Ameryce.
Kolejny, czwarty tydzień z rzędu najważniejsze wskaźniki giełdowe zakończyły na minusie. W przekroju całego tygodnia DJIA stracił 3,3% (-5,5% od początku roku). Nasdaq Composite spadł w ubiegłym tygodniu o 4,6% - i o 23% od początku roku - do wartości nie rejestrowanej od 3 października 2001 r. Natomiast S&P 500 stracił najmniej, "tylko" 1,9% - i znalazł się na poziomie niższym o ok. 19% od pierwszego, tegorocznego otwarcia.
- Za każdym razem, gdy pojawiają się nadzieje, że poprawiająca się koniunktura gospodarcza przełoży się na giełdowe wzrosty - dosięga nas kolejny kryzys. Najpierw była to afera Enronu, później Adelpia, a ostatnio Tyco. Jeśli dołożymy do tego niepewność co do planów terrorystów, konflikt bliskowschodni oraz napięcie między Indiami i Pakistanem nie należy się dziwić, że nikt nie ma ochoty inwestować na giełdzie - zauważył w rozmowie z Wall Street Journal John Forelli, analityk z Independence Investment.
W styczniu większość analityków uważała, że niemożliwe jest, by trzeci rok z rzędu giełda zakończyła na minusie. Po upływie pierwszych sześciu miesięcy - zwykle bardziej korzystnych dla giełdy w przekroju całego roku - raczej nikt nie formułuje już tego rodzaju opinii. Richard Bernstein, szef działu inwestycji na rynku amerykańskim Merrill Lyncha, który wyrasta na głównego niedźwiedzia Wall Street uważa, że spadki będą trwały, a odnalezienie przez rynek trwałego dna to wciąż sprawa raczej odległej przyszłości.
Natomiast inny zatwardziały pesymista - Thomas McManus z Banc of America - uważa, że rynek opada na atrakcyjne cenowo poziomy. Jego zdaniem, pogoda na kupowanie akcji może rozpocząć się już w połowie tego lata.